Przyszła kryska na Matyska

Długo Roch się wzbraniał, a jeszcze dłużej hartował się, ale nic nie pomogło. Roch obudził się z gorączką i, bólem głowy, czyli choroba w Rochu kwitnęła. Jednak Roch nie poddawał się i walczył z okropnym choróbskiem domowymi sposobami.

Herbatka z soczkiem malinowym pochodzącym z domowej apteczki, potem promieniowanie monitora, aż w końcu chwilka w łóżku. Wszystkie te zabiegi spowodowały, że gorączka opadła trochę, ale tak łatwo nie poddawała się.

Wczoraj ponownie zapadała cisza, ale to cisza usprawiedliwiona bo Roch był na kawce u bliskiej Znajomej, u której zawsze spędza miło czas.

I to na tyle bo Roch idzie walczyć z gorączką.

Roch pozdrawia Czytelników.

Jakoś zimniej się zrobiło

Po weekendowym cieple pozostało tylko wspomnienie i dwie notki na blogu. Od jakiegoś czasu nieśmiało próbuje zaatakować zima, wyparta przez wyże i inne fronty ku uciesze Rocha. Temperatura spadła do zera, słońce zostało zakryte przez grube chmury i tylko czekać jak spadnie śnieg i Roch ponownie zapadnie na śniegofobię.

Zimno i chmury są jeszcze znośne i Roch co rusz uskutecznia jakieś krótkie przejażdżki tak żeby znowu na koniec roku nie obudzić się z ręką w nocniku lub prawie osiągniętym celem, o którym przez cały rok pisał, że się uda.

Dziś Roch postanowił, że pojedzie na Repty, ale nie będzie zapuszczał się w krzaki tylko bezpiecznie popedałuje po alejkach, które powinny być przejezdne. Wszystko byłoby fajnie gdyby nie zimno; palce zesztywniały, z nosa zaczął wydobywać się naturalny smar, a kominiarka pokryła się skroplonym powietrzem, które wydobywało się z Rocha.

Po objechaniu parku Roch wrócił do domu bo wyżej wymienione objawy nie były przyjemne, a po co się męczyć i zniechęcać. Kilometrów wyszło skromnie bo 11, ale za to jest pierwsza stówka w nowym sezonie co Rocha cieszy niezmiernie bo to zawsze 9 900km zostaje do końca.

Roch pozdrawia Czytelników.

Cisza na łączach

Jakaś bliżej nie określona siła spowodowała, że Roch wczoraj zapomniał o kolejnej rowerowej notce na jego już prawie oficjalnym blogu. Jako, że Roch nie lubi zaszłości dziś, mając do wyboru pisanie o wczorajszym rowerze lub dzisiejszym lutowaniu, opisze wczorajszy wypad rowerowy do zaprzyjaźnionego sklepu rowerowego Adventure. Dalszy wypad był nie możliwy z powodu niskiego ciśnienia i Stronga wypitego w celu podniesienia ciśnienia.

Najpierw jednak Roch, wraz z Michałem, udali się do Adventure żeby dokonać serwisu i przy okazji pogadać. Po drodze mijali pożar kamienicy i pędzące dwa zastępy dzielnej straży pożarnej. Po dokonanym serwisie trzeba było wracać do domu, ale po drodze ciśnienie jeszcze bardziej spadło i nie było wyjścia; trzeba było kupić jakiś napój energetyzujący żeby to ciśnienie podnieść.

I udało się. Rochowi tak podskoczyło ciśnienie, że zapomniał popełnić notkę, a w dodatku prawie przegapił naszych walecznych szczypiornistów, którzy jeszcze bardziej podnieśli Rochowi ciśnienie.

Dziś natomiast Roch – poza tym, że wymarzł w samochodzie – siedział w domu. Popołudniu trochę polutował i już prawie skończył programatorkę do procesorków, ale znowu ciśnienie opadło i Rochowi się odechciało.

Reszta dnia przy komputerze, a co!

Roch pozdrawia Czytelników.

Nie jest dobrze, jest źle

Poranek dla Rocha był bardzo bolesny. Do tego stopnia, że Roch zastanawiał się, czy czasem przez weekend jeździł z założonym siodełkiem, czy na samej rurce. Oczywiście ból promieniował od miejsca na cztery litery dookoła całego Rocha. Są to skutki pierwszego, w tym roku, weekendu spędzonego w siodle, pierwszych w tym roku 64 kilometrów i w końcu to skutki długiej przerwy w jeżdżeniu.

Jest to potwierdzenie tego, że jak raz się wsiądzie na rower to trzeba dojechać nim do grobu, a wszelkie przerwy skutkują tym, że zawsze jakaś część ciała zaprotestuje. U Rocha zaprotestowały cztery litery. Jednak dziś nie mógł złamać tego protestu ponieważ naszła go ochota na dalsze dostosowywanie obudowy, a poza tym dostał bombonierkę za usługę informatyczną i był zajęty pochłanianiem kolejnych baryłek ze spirytusem i advocatem.

Dzięki temu Roch jutro poczuje jeszcze większy ból, w dodatku wszystko co spalił przez weekend dziś uzupełnił i wysiłek poszedł w.. powietrze. Od jutra Roch zaczyna pedałować, o ile śnieg nie spadnie lub ktoś nie wręczy Rochowi cukierków ze spirytusem.

Roch pozdrawia Czytelników.

Cały dzień na rowerze

Nie ma takiego słowa w słowniku, które w pełni opisałoby dzisiejszą pogodę. Rano, w okolicach godziny 1000, było pięć stopni nad zerem, słońce świeciło, a Roch z Michałem pedałowali na Chechło, żeby zaostrzyć apetyt. Miejscami leżał jeszcze śnieg, ale to dodawało pogodzie uroku, jakiegoś specyficznego klimatu. Po powrocie Roch wchłonął obiad, wypił kompocik, beeeknął sobie i zaczął się ubierać.

Gdy Roch był już na dole postanowił, że pojedzie (i dojedzie) do Świerklańca. Postanowił, że pojedzie przez Nowe Chechło i tak też uczynił. W Świerklańcu śniegu było więcej niż we wszystkich miejscach, w których Roch dziś był, ale zrobił rundkę wokół parku i zaczął zbierać się w kierunku domu.

Chcąc wprowadzić trochę urozmaicenia Rocha postanowił, że wróci do domu tradycyjnie, czyli przez Nakło Śląskie. Przed Nakłem jest stroma górka, pod którą trzeba podjechać. Roch zagryzł wargę i rozpoczął podjazd. Mając 3/4 górki za plecami zobaczył jak z przeciwnej strony biegnie pies i szczeka. Jako, że wokół Rocha nie było nikogo to pies musiał szczekać na niego.

Roch wiedział, że nie ma szans uciec przed psem pod górę więc zawrócił i pokonał 3/4 górki w dół dzięki czemu znowu znalazł się pod Świerklańcem. Nie chcąc ryzykować ponownego spotkania z psem Roch wrócił tradycyjnie, czyli przez Nowe Chechło. Droga dłuższa, ale przynajmniej żaden pies nie goni Rocha.

W ten sposób nie dość, że wprowadził w wycieczkę trochę urozmaicenia to jeszcze pojawił się dreszczyk emocji. W sumie wyszło 44 kilometry i jest to, póki co, najdłuższy dystans tego roku, ale to się szybko zmieni więc nie ma co przyzwyczajać się do tych cyferek.

Roch pozdrawia Czytelników.

Zintegrowany z rowerem gnał przed siebie

Nadszedł ten dzień, w którym pogoda dopisała, ba, słońce nawet wyszło. Roch wkręcił bloki, założył pedały i stwierdził, że szkoda mu butów, za które zapłacił górę pieniędzy i do tej pory nie potrafi się finansowo podnieść. Jednak chęć sprawdzenia była silniejsza.

Już po chwili Roch stał w butach i szukał licznika, który gdzieś zgubił się. W końcu Roch go znalazł i mógł iść na rower. Pierwszym problem okazało się zejście z czwartego piętra. Śliskie schody, sztywna podeszwa i metalowy blok spowodowały, że Roch poczuł się jak gwiazdy na lodzie. W końcu udało się zejść i można było się wpinać w pedały. To poszło gładko dwa kliknięcia i Roch był zintegrowany z rowerem.

Jednak pełne zalety SPD Roch odczuł podczas podjeżdżania pod osiedlową górkę. Dwa obroty i Roch był na szczycie. Wszystko dzięki temu, że obie nogi pracują, a nie jak w przypadku zwykłych pedałów jedna noga pcha, a druga w tym czasie się nudzi.

Zachęcony tym Roch postanowił, że pojedzie na Świerklaniec, przez Nowe Chechło, i sprawdzi jak na dłuższym dystansie sprawują się pedały i buty. Było tylko lepiej – stopa sztywno trzymana, prędkość znacznie większa, a poziom zmęczenia ten sam, mimo znacznego wzrostu wagi. Same zalety, a żadnych wad co Rocha bardzo ucieszyło.

Do Świerklańca jednak Roch nie dojechał z tego względu, że im bliżej tym większe kałuże, a Roch bez błotników pomyka więc i tylna część ciała, na cztery litery, bardziej narażona na wilgoć.

W drodze powrotnej również pełna satysfakcja bo pogoda zrobiła Rochowi dobrze i w końcu przestał siedzieć w domu. Jutro prognozy też są obiecujące i oby nadal były bo apetyt wzrósł, a stłumiona cykloza znowu daje o sobie znać. Nogi same rwą się do pedałowania.

Na zakończenie zdjęcie roweru, bo Roch robił jako statyw aparatu:
Roch pozdrawia Czytelników.

P.S: Blog ożył!

Gdyby nie drzemka

Pogoda zacna, śnieg stopniał, ulice jeszcze mokre, ale z biegiem dnia zaczynały przesychać. Roch postanowił, że wkręci pedały, założy buty i sprawdzi jak jeździ się w nowych butach. Wszystko układało się dobrze, póki Rocha nie naszła ochota na popołudniową drzemkę. Początkowo planował pospać pół godziny, ale z pół godziny zrobiło się półtorej godziny i dzień się skończył.

Jednak Roch wkręcił pedały i, jak pogoda dopisze, to jutro przykręci bloki do butów i wyjdzie na rower. Nawet jeśli miałby zrobić kółko dookoła bloku to wyjdzie bo nie potrafi wysiedzieć w domu. Jakoś tak czas się ciągnie, Roch gnuśnieje w domu i różne myśli go nachodzą.

Ankieta się zakończyła, wyniki zostały zanotowane, a więc czas na ostateczną decyzję, ale to nastąpi dopiero jak Roch nabierze jakiejś większej ochoty do życia, czyli po jakiejś przejażdżce na rowerze.

Roch pozdrawia Czytelników.

Śniegowa czkawka

Roch straszył, że śnieg stopniał i niedługo wyjdzie na rower, a po powrocie napisze taką notkę, że Nobel z literatury będzie gwarantowany. Jednak natura szybko zweryfikowała jego plany. Poranek przywitał Rocha śniegiem, deszczem i mgłą. Wraz z upływem dnia śnieg zmienił się w deszcz i powstała przyjemne błoto pośniegowe.

W związku z pogodą Roch nie ruszał się z domu. Dojrzewał do tego, żeby popołudniu wytrawić płytkę, która po zmontowaniu będzie pełniła rolę programatora. Nowa technika wytwarzania płytek znacznie przyśpieszyła robienie płytki dzięki czemu Roch może zacząć robić kilka płytek dziennie. Tak się zaczyna, najpierw w garażu kilka płytek, a potem z Rocha zrobi się Bill Gates świata obwodów drukowanych.

Po zrobieniu płytki Roch chciał zrobić jeszcze dwie zaległe, ale laminaty się skończyły, a wycieczka do miasta nie wchodziła w grę.

Rower nadal zbiera kurz, a Roch zbiera kilogramy. I tak to jest.

Roch pozdrawia Czytelników.

Idzie ku lepszemu

W okolicach godziny 9 00 Roch zwalił się z łóżka i, jak to ma w zwyczaju, podszedł do okna żeby skontrolować poziom śniegu. To co ujrzał zszokowało go – śnieg stopniał, pozostały jeszcze drobne ślady, ale padający przez cały dzień deszcz skutecznie roztopi resztki śniegu. Do tego temperatura w okolicach 10°C powoduje, że Roch zaczął poważnie rozważać nad wkręceniem nowych pedałów.

Jeśli temperatura utrzyma się przez kilka dni to nie ma mocnych na Rocha, który będzie pedałował (ma nadzieję, że nie sam) i zrzucał zbędne kilogramy, w które obrósł przez zimowy przestój. Póki co Roch siedzi w domu i wycina obudowy lub coś tam lutuje, projektuje lub trawi.

Jednak są szanse na zmianę tego stanu rzeczy i na jakieś ożywienie na blogu.

Roch pozdrawia Czytelników.

(Nie)rowerowy blog Rocha

W ostatnim czasie blog Rocha jakby zatracił swój główny temat, czyli rower. Od kilku(nastu) tygodni Roch pisze w zasadzie o wszystkim tylko nie o rowerze. Spowodowane jest to przez śniegofobię, która paraliżuje Rocha jak tylko pomyśli o rowerze. Efektem tego paraliżu jest stojący rower, który zbiera kurz i tyjący, przed komputerem, Roch.

Pozostaje czekać na odwilż, która umożliwi Rochowi zakręcenie nowych pedałów i uskutecznienie jakiegoś dłuższego wypadu, a tym samym spłodzenie jakiejś emocjonującej notki okraszonej zdjęciami. Roch odlicza już dni do początku wiosny bo póki co rower nie wchodzi w rachubę, a notki będą muskały rower żeby nie było całkiem nie na temat.

Roch pozdrawia Czytelników.