Co to był za weekend!

Jeszcze aparat dobrze nie ostygł, a Roch już śpieszy z doniesieniami z minionego już weekendu, a działo się fast dużo rowerowego szaleństwa. Co prawda nie było Rochowi dane wiele popedałować, ale brał udział w imprezach rowerowych, więc to tak jakby prawie jeździł. Wszystko zaczęło się od soboty. Plan był prosty – jechać do Katowic na Red Bull Roof Ride. To była jedyna taka okazja żeby zobaczyć na żywo Sama Pilgrima, Nicholi Rogatkina, czy Maxa Fredrikssona. Do tej pory Roch oglądał ich na YouTube i Instagramie. A w sobotę stał obok nich. No i oczywiście Bracia Godziek. Raj na ziemi.

Sam Pilgrim

Wypad, jak zawsze w Katowicach, zaczął się od znalezienia miejsca parkingowego w okolicach Spodka. Oczywiście przydała się niezastąpiona ulica Olimpijska, bo tam zawsze można się gdzieś wepchnąć. I udało się. Do Spodka było jakieś 600 metrów spaceru i można było wejść na teren imprezy. Finały zaczęły o godz. 15, więc Roch z bombelkami zaliczyli małe spóźnienie, ale i tak 2 i pół przejazdu było do obejrzenia. Ogólnie wrażenia powalające. Sam tor robi wrażenie szczególnie, że był na dachu. Atmosfera też robiła robotę. Jednak to po co Roch przyjechał działo się w powietrzu. Zobaczenie na żywo tych wszystkich trików, które do tej pory znało się tylko z Internetów było czymś porażającym. Stanie obok 16 metrowego(!) dropa to nie to samo co siedzenie w fotelu przed telewizorem. Jedyne w swoim rodzaju doznanie. Warto było jechać do Katowic żeby to zobaczyć. Do tego zawodnicy; światowa czołówka.

Szymon Godziek

Same finały trwały około dwóch godzin, potem jeszcze był best trick i można było się zwijać do domu. Na drogę jeszcze darmowy Red Bull (tak, wyszedł z Rocha Janusz) i pora do domu. Roch był pod takim wrażeniem, że wieczorem od razu siadł do zdjęć. Nie było na co czekać, a Rochowi nie dawało to spokoju, że taki gorący materiał leży gdzieś na karcie pamięci. W końcu pewnie Roch by o tym zapomniał, a tak ma kilka fajnych zdjęć. Teraz będzie katował Instagram przez minimum tydzień, ale naprawdę warto było jechać. Nie wiadomo, czy będzie jeszcze okazja zobaczyć takie wydarzenie \”w okolicy\”. A tak po godzinie jazdy autostradą Roch był w Katowicach. Sobota nie mogła być lepsza. Jednak to nie koniec, bo była jeszcze niedziela, a niedziela też już była zaplanowana.

I znowu rowerowa, tak – ten weekend był w 100% rowerowy, ale jeszcze jedno zdjęcie z Katowic:

Nicholi Rogatkin

* * * *

No i nastała niedziela. A w tym dniu odbywał się kolejny Bike Atelier Maraton, ale w Psarach. Jednak tym razem Roch nie jechał, a bombelki, które chciały spróbować swoich sil w zawodach. Na początek bezpiecznie – dystans KIDO, czyli ściganie się po terenie miasteczka maratonu. Ogólnie fascyncja ogromna, a jak dostlai numery startowe to poziom szczęscia wzrósł jeszcze bardziej. Frekwencja w Psarach okazała się tak duża, że KIDO zostało podzielone nie dość, że na roczniki to jeszcze osobno chłopcy i osobno dziewczynki startowały.

Ale przechodząc do konkretów – sam maraton, jak na Bike Atelier Maratom przystało, bardzo fajnie zorganizowany. Dekoracja dzieci odbywała się na scenie i dzieki temu mogły poczuć tę magię zawodów. Rocha bombelki przyjechały w środku stawki, ale przecież nie chodziło o rywalizację, ale o dobrą zabawę. No i w końcu doczekały się swoich strojów kolarskich.

Korzystając z tego, że w miasteczku było stoisko KOKOwear młodzież obkupiła sie od stóp do głów, ale przynajmniej fajne ciuszki kolarskie, a przy okazji wsparło się loklany biznes. Tak więc pierwszy start bombelków na maratonie można uznać za udany jednak teraz coś przebąkują, że oni to jednak chcieli by jechać w prawdziwym terenie. No więc na przyszły rok szykuje się całkiem pokaźna liczba startów w maratonach.

Jednak, jeśli bombelki wytrwają w postanowieniu startów, trzeba będzie się rozejrzeć za jakimś bagażnikiem rowerowym, bo przewożenie rowerów w bagażniku do najwygodnijeszych nie należy. Poza tym wyjmowanie i wkładanie kół to strata czasu. Ale do tego jeszcze trochę czasu jest. Przez zimę akurat coś się wymyśli i na przyszły sezon może uda się wystartować w jakimś maratonie już całą gromadą.

Ogólnie to miniony weekend był obfitujący w rowery. Kolejny taki już niedługo, ale pogoda już chyli się ku pogorszeniu więc trzeba będzie pomyśleć o jakimś trenażerze. W tym sezonie zostaje garaż, bo w domu nie ma miejsca. No i jeszcze kwestia trenażera – może by tak iść w smart?

Na zakończenie jeszcze jedno zdjęcie z BAM w Psarach:

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.

No przecież, że jeszcze galeria z Red Bull Roof Ride:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *