Po tym, jak pogoda wystrzeliła, o czym pisał Roch w poprzedniej notce, zaczął częściej wychodzić z nory, bo pogoda była na tyle zachęcająca, że żal było ją marnować, a poza tym nie wiadomo, kiedy znowu spadnie deszcz, więc Roch chciał jak najbardziej wykorzystać istniejące warunki. Dobrą okazją ku temu była zbliżająca się majówka, czyli trzy dni wolnego i — teoretycznie — ciepłego. No i taka majówka była, ciepła i wolna. Na tyle ciepła, że Roch jeździł zarówno na BMX-ie, jak i na gravelu. Ale tak łatwo to nie było. Wszystko zaczęło się w piątek.

Piątek — pierwsza awaria gravela

Pierwszy dzień majówki zaczął się od tego, że Roch poszedł na rower, a w sumie to rower był tylko środkiem transportu, bo Młody umówił się z kolegą i wszyscy pojechali na rowerach. Kiedy Młody został już u kolegi, to Roch pojechał jeszcze się przejechać kawałek, bo szkoda było wracać, kiedy pogoda nie żałowała słońca. I wszystko było fajnie, noga podawała, ciepełko, jakiś plan w głowie był, ale jak to bywa — życie zweryfikowało ten plan.

Okazało się bowiem, że gdzieś w połowie swojego planu Roch złapał gumę, ale to taką porządną, po której powietrze uciekło w ciągu ułamków sekund, więc zdążył się zatrzymać i powietrza już nie było. No cóż — pomyślał i wyłączył licznik, bo ślad się skończył, a włączył na zegarku „spacer” i zaczął wracać do domu. Szło się dobrze, choć SPD trochę przeszkadzały w tym, ale innego wyjścia nie było. Oczywiście, początek sezonu to okazało się, że łatki są, ale klej już wysechł i nawet jakby Roch chciał skleić na drodze, to i tak by się nie udało.

Po powrocie do domu wziął się za łatanie, bo jeszcze ⅔ majówki przed nim i szkoda ją zmarnować. Jednak brak kleju utrudnił załatanie dziury i finalnie użył ratunkowych łatek samoklejących, ale szczęście nie trwało długo, bo łatka nie wytrzymała i powietrze zeszło. W sumie to dętka sama z siebie pękła, chyba w najsłabszym miejscu, pewnie Roch za dużo napompował swoją nową pompką, w każdym razie bez nowej dętki nie będzie jeżdżenia. I bez nowej opaski też nie będzie jeżdżenia, bo i ona wymagała wymiany. No na piątek było pojeżdżone, ale jeszcze musiał odebrać Młodego od kolegi. No i tu przydał się BMX, na którym Roch pojechał po Bombelka. Jechało się dobrze, cały czas na stojąco z niewielkimi przerwami na siedzenie, ale ostatecznie dało się dojechać i wrócić. I tak zakończył się piątek.

Sobota — poszukiwanie dętki i kolejna awaria

Drugi dzień majówki zaczął się od sprawdzenia, czy 2 maja są otwarte sklepy, bo trzeba było dętkę kupić i opaskę, a przy okazji jeszcze nowy zestaw naprawczy, bo zaczynało się robić pechowo, a kolejny spacer nie wchodził w grę, bo Rochowi się zwyczajnie nie chciało. Całe szczęście, że 2 maj nie był niehandlowy i można było jechać do Decathlonu po dętkę i opaskę. O ile z dętką nie było żadnego problemu, o tyle z opaską już było trudniej.

Największy rozmiar jaki był dostępny to 26/27.5 cala, a Roch potrzebował 29 cali, czyli takie gravelowe 700C. Jednak tego rozmiaru nie było, no więc wziął mniejszą opaskę, licząc na to, że uda mu się naciągnąć ją na obręcz. Szczęście, że chociaż szerokość się zgadzała, resztę powinno się dać naciągnąć. Do tego Roch dorzucił zestaw naprawczy łatki+klej i poszedł do kasy. Po powrocie do domu zabrał się za naprawianie, ale tym razem udało się bez problemu. Opaskę dało się naciągnąć, więc pełne zwycięstwo.

Popołudniu Roch mógł iść na rower. W sumie nie było jakiegoś planu, ale Bombleki chciały jechać na lody i nawet nie miały nic przeciwko żeby pojechać na Blachownię i dopiero tam dostać lodową nagrodę. Wypad całkiem fajny, drugi dzień pogody, nowa dętka i opaska, nic nie mogło się stać. No i w sumie nic się nie stało, poza tym że Roch w lesie wjechał w gałąź, która wkręciła się w koło i pociągnęła za sobą grubszą gałąź, która też się wkręciła w koło i finalnie trochę je scentrowała.

Z krzywym kołem dało się jechać, więc Roch nie przejmował się tym, bo w domu ma centrownicę, no i sobie je wyprostuje jednak nie to było najgorsze. Otóż Roch uświadomił sobie, że zabrał nowo zakupione łatki, pompkę, ale nie wziął łyżek do opon, więc czekałby go kolejny spacer, albo jazda po samochód w przypadku awarii u Bombleków.Na szczęście nic takiego się nie stało i sobotni wypad był bardzo dobry, pierwszy dłuższy wyjazd, dobra pogoda no i pierwsze lody na rowerze. Scentrowanego koła Roch nie liczy, bo „póki nic nie ociera to można jeździć”.

Niedziela — to tylko luz na korbie, można się rozejść!

Trzeci dzień zaczął się od porannego wypadu na BMX do Kłomnic i — oczywiście od awarii — bo przecież majówka bez awarii to nie majówka. Jak już pisał wcześniej, Roch zaczyna swoją przygodę na BMX i robi to małymi kroczkami. Na skate parku chciał potrenować fakie i jeżdżenie do tyłu, ale to nie miało znaczenia, bo jak pedałował to korba dziwnie się ruszała. Nie dziwiło go to wcale, ale oczywiście nie wziął kluczy żeby ją dokręcić. No więc odstawił BMX, siadł sobie na ławce i wygrzewał się na słońcu. Bombleki jeździły do upadłego, aż w końcu doszły do wniosku, że chcą wracać do domu. Samochód załadowany dwoma rowerami i hulajnogami Roch rozładował dopiero wieczorem, bo po południu pojechał w końcu do Olsztyna (tego jurajskiego). To był jego cel — nie koniecznie na majówkę, ale chciał rozpocząć sezon jadąc właśnie do Olsztyna. No i udało się, choć dzieci już nie chciały jechać, ale Roch pojechał z Żonką.

Fajnie się pedałowało, a nawet czasami dobre tempo wchodziło, na miejscu szybkie piwo 0% i można było wracać. Poza butelką piwa 0%, Roch ściągnął jeszcze dwa bidony wody, więc pilnował się z piciem (i wody i piwa) na rowerze. Tym razem jednak nic się nie zepsuło i nie przebiło, więc ostatni wypad okazał się bezproblemowy (choć i wcześniejszym wypadom nic nie brakowało).

Podsumowanie majówki — trzy dni jazdy i tydzień naprawiania

Okej — czy Roch uważa, że majówka była udana? Jeszcze jak! Awarie się zdarzają. Jedne unieruchomiły Rocha, a z innymi dało się jeździć, bo koło aż tak mocno nie jest scentrowane, więc nie zdarzyło się tak, że Roch chciał jeździć, ale nie mia na czym, bo rower był zepsuty. To jest też zaleta tego, że Roch uniezależnił się od serwisów robiąc wszystko w swojej norze. Zimą dobrze przepracował czas i teraz zbiera tego efekty. Co prawda koła jeszcze nie naprawił, a korbę z BMX dopiero wyjął, ale Rochowi na razie się nie śpieszy, bo jest środek tygodnia i ma inne zajęcia. Dodatkowo popołudniami jeździ na rolkach, więc rowery na spokojnie się ogarnie i kolejny weekend znowu będzie jeżdżący.

Dodatkowym problemem było to, że Roch nie przewidział zrobienia zapasów części rowerowych — tych krytycznych przynajmniej — bo gdyby 2 maj był wolny i niehandlowy to Roch musiałby mocniej kombinować albo zostałby uziemiony, więc też sporo szczęścia miał. Finalnie udało się wygrać z przeciwnościami i jeździć na rowerze. Dodatkowo Roch zrobił zapasy tych najważniejszych rzeczy żeby nie musieć kombinować jeśli akurat byłaby niedziela niehandlowa (albo inny wolny dzień). I na koniec jeszcze jedno…

Czy mleko w oponach ułatwiłoby życie?

Z pewnością — Roch nie wie. Dziura była raczej z spowodowana tym, że dętka miała swoje już przejechane, a dodatkowo Roch kupił sobie kompresorek w zamian za zagubioną pompkę, więc mógł trochę poszaleć z PSI czy tam innymi barami. W każdym razie dętka nie podołała. I trzeba było ją wymienić. Czy z mlekiem byłoby mniej problemów? Roch już miał mleko i dalej uważa, że to właśnie oni jest bardziej problematyczne, chociażby dlatego że po zdjęciu opony trzeba ją szybko uszczelinić, co zwykłą pompką jest niemożliwe do zrobienia.

Tak więc odpowiadając na pytanie, czy mleko ułatwiłoby życie Roch dalej jest na stanowisku, że jemu by nie ułatwiło. Lepiej wymienić dętkę niż bawić w czyszczenie opony i obręczy z zaschniętego mleka. Zapas dętek jest, więc teraz nie musi się on martwić o to, czy jest wolna niedziela, czy jednak gdzieś uda mu się kupić dętkę.

Podsumowanie

Majówka pomimo tych wszystkich awarii była bardzo udana. Rowerowo weszło sporo kilometrów, bo i Blachownia i Olsztyn (ten na Jurze) więc Roch czuje się wyjeżdżony. Poza tym były też rolki, jakieś inne aktywności, które finalnie dały dobrze spędzony czas. A awarie? No cóż, kto nie jeździ, ten nie naprawia, więc siłą rzeczy nowy sezon musiał się zacząć od poprawy tego, co Roch zaniedbał w poprzednim roku. Choć tak prawdę pisząc, to Roch niczego nie zaniedbał, bo dętka pękła sama, gałąź też wkręciła się w koło sama, a BMX i tak wymagał serwisu i tutaj Roch przyznaje się — że ten aspekt zaniedbał, ale to materiał na osobną notkę.

Ogólnie majówka ‘26 została dobrze spędzona, kilometrów przybyło, Strava została nakarmiona, a na ostatnim social medium, które Roch ma, czyli Instagramie ruch się trochę zwiększył. Choć to akurat nie było jego celem, a efektem ubocznym jeżdżenia na rowerze. I naprawiania go.

Roch pozdrawia Czytelników.

Komentarze

2 odpowiedzi do „Majówka i trzy awarie”

  1. Awatar RideWithGrit.eu

    Mleko może pomóc, ale zabawa z dolewaniem trochę trwa i moim zdaniem przy codziennej jeździe lepiej po prostu wymienić dętkę i jechać dalej. Spróbuj, może akurat Tobie przypasuje.

    1. Awatar Roch Brada

      Dokładnie tak samo uważam, jak ktoś się ściga to spoko, może dolewać, mniejsza waga i tak dalej. Jednak na codzień lepiej mieć jedną dętkę w zapasie i problem z głowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *