Kategorie
Giant Rower

Sporo tego roweru. I znowu Olsztyn

Co by długo się nie rozpisywać nad powodem ostatniej ciszy to Roch napisze tylko, że spowodowana była on tym, że ostatni i przedostatni tydzień były trochę bardziej zorganizowane i zajęte, ale co się dało ogarnąć to się ogarnęło. Rower jednak prawie codziennie był używany, chociażby dookoła komina, czy na przejażdżkę z Młodzieżą. Był też serwis rowerów, no i kolejny mega wypad. Jeszcze raz na Olsztyn i oczywiście z dziećmi. I z tego wypadu Roch przywiózł ciekawą obserwację.

Jednak zaczynając od początku, to poprzedni weekend był rowerowy, choć patrząc po zdjęciach i Stravach to był on raczej spokojny. Oczywiście, jak co sobotę, biznesy z Młodym na mieście, a popołudniu Roch miał wyzwanie serwisowe – ogarnąć pedały w rowerze Żonki, bo złapały luzy i bardzo skrzypiały. Z tego wydarzenia powstał zapis video, który Roch męczy żeby go skrócić z godziny do jakiegoś normalnego czasu, bo kto by chciał patrzeć przez 15 minut na Rocha szukającego nakrętki pod stołem. Oczywiście Roch przy okazji uczy się montażu (filmów, nie pedałów), bo chyba spodobało mu się to. O ile zdjęcia już ogarnął i się wyedukował to jeszcze montaż idzie mu jak krew z nosa.

Niemniej jednak serwis poszedł całkiem gładko, nie licząc tej zgubionej nakrętki. Jedyną inwestycją, którą Roch musiał ponieść to kupno klucza do odkręcania osi pedałów. Shimano w niektórych pedałach – na przykład w słynnych M520 – zastosowało patent z plastikową nakrętką, która da się odkręcić tylko kluczem TL-PD40. Oczywiście są śmiałkowie, co próbują w imadle albo kleszczami, ale nakrętka szybko się objeżdża i jest ciężka lipa. Poza tym jak coś robić to albo dobrze albo wcale. Tak więc Roch zrobił to dobrze. Klucz kosztował 20 PLN, a pewnie już się zwrócił. I resztę pedałów też da się nim odkręcić. Gdyby ktoś pytał to w każdej bieżni jest po 12 kulek.

Po serwisie Roch poszedł na przejażdżkę, która miała na celu odzyskanie „Lokalnej Legendy” na odcinku przy autostradzie A1. Roch – nie wiedzieć dlaczego – uczepił się tej trasy. Fajna jest, terenowa i ma całkiem spory podjazd, na którym Roch wyznaczył segment i teraz rywalizuje na nim. No i jest całkiem blisko, więc można wyskoczyć po pracy tak na szybko, a po powrocie skoczyć jeszcze do sklepu na zakupy. Taka 12-o kilometrowa trasa w okolicy to złoto i Roch z niego zaczął korzystać. I tak minął poprzedni weekend, zaległy z powodu innych zajęć, które Roch musiał dociągnąć do końca.


Kolejny weekend przyniósł następny mega wypad, w którym udział wzięły dzieciory. Jednak zaczynając od początku to w sobotę było lekkie pedałowanie. Rano z Młodym biznesy na mieście, później wycieczka po lokalnych górkach. Standard chciałby się napisać, ale Młodemu podobają się okoliczne górki, a na nowym rowerze jeszcze tam nie był. No więc trochę pojeździł po górkach, a resztę dnia odpoczywał, bo jakoś bardziej dały mu się we znaki te wypady. Roch, kupił obu dzieciorom liczniki i zaczął prowadzić statystyki dla nich, bo jest ciekawy ile one przejeżdżają miesięcznie kilometrów. Maj będzie pierwszym „pełnym” miesiącem, więc na koniec poza swoimi statystykami, które musi uzupełnić pokaże też cyferki Młodzieży. I pewnie będą imponujące, bo codziennie dojeżdżają do szkoły i przedszkola rowerem.

Niedziela to już kolejny mega wypad i ciałkiem ciekawa obserwacja. Celem mega wyprawy był jeszcze raz Olsztyn. Był ku temu powód, ale to akurat zostanie poza blogiem. W każdym razie ekscytacja dzieci była taka sama jak za pierwszym razem. Całość logistycznie była tak samo zorganizowana; kanapki, picie, postoje i lody na mecie w Olsztynie. I dzieciom ta koncepcja się podobała, jedynie co Roch zaobserwował to już wraz z upływem kilometrów trasa im się nudziła. Chcieli jechać, ale już wiedzieli co ich czeka. Dwa podjazdy, przystanek na stacji benzynowej.

Powrót był co prawda inną trasą, ale Młody musiał być częściej holowany. Po części wynikało to ze zmęczenia, bo dni dzieci mają intensywne, ale też Młody wiedział, że musi oszczędzać siły. Częstsze też były pytania „kiedy, ile, jak daleko”. Roch bynajmniej nie narzeka, po prostu z jego punktu widzenia druga taka sama trasa dla dzieci nie jest już taka atrakcyjna. Pojechały, zjadły lody i wróciły, ale samo wydarzenie już mniej im du*ę urywało. Z czego to wynika? Rochowi wydaje się, że z potrzeby odkrywania nowego, a nie utrwalania starego. Szczególnie, że to jest dłuższy wypad, a nie rundka po lokalnych górkach, gdzie powrót do domu zajmuje maksymalnie 20 minut.

Dzieci stanęły na wysokości zadania, wypad jak zawsze z nimi był mega przyjemny i pełen doznań, ale jak to Młody w garażu stwierdził „Olsztyn już jest nudny”. I coś w tym jest, bo dla Nich liczy się przede wszystkim nowy cel i zmieniający się krajobraz. Roch mógłby tę trasę pokonywać codziennie. Mechanicznie, żeby się zmęczyć i podkręcić trochę kilometrów, ale dzieci na takie wydarzenia patrzą inaczej. One muszą poznać nowe miejsca, odhaczyć kolejny kierunek i zdobyć kolejny cel. I nie ma co się im dziwić – mają potrzebę poznawania i odkrywania, na monotonne pedałowanie przez tydzień w tym samym kierunku jeszcze będą miały czas. No chyba, że tylko Rochowi to sprawia przyjemność.

Podsumowując weekend – było czadowo, jak zawsze. Dzieciory kolejny raz udowodniły, że to harpagany nie do zajechania, które mają energii więcej niż niejedna elektrownia atomowa. Wypady z nimi to czysta frajda, połączona z lodami i głupcowaniem po drodze. Jedyne o co Roch musi zadbać to urozmaicenie. Nowy mega wypad to nowy kierunek. Ważne są dwie sprawy podczas planowania – odpoczynki i lody na końcu wypadu. Z goframi najlepiej. I tyle wystarczy na udany weekendowy wypad z dziećmi.

I jeszcze na koniec – szykuje się kolejny serwis. Młody z wypadu wracał z brzęczącym hamulcem. Okazało się, że wygiął tarczę hamulca. Cytując klasyka, Andrzeja: „Roch wykręci ze swojego i da Młodemu”.

Na zakończenie oczywiście Strava:

Roch pozdrawia Czytelników.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.