O Rochu, który jeździł koleją

W tej notce Roch spróbuje nie podkreślać kolejny raz, że porusza się różnymi środkami transportu, bo nie ma auta, bo to już staje się nudne, nawet dla samego Rocha. Stało i trzeba żyć dalej i jeździć tym zbiorkomem ile się da. A ostatnio Roch poszedł w kolej, bo na początku pojechał dokończyć sprawę tego, o czym Roch miał nie wspominać, a ostatnio znowu wsiadł do pociągu i pojechał do Tarnowskich Gór. Tym razem z dzieciorami, bo one chyba też polubiły poruszanie się zbiorkomem. I tak jadąc w tym pociągu z rowerami Roch wymyślił określenie na te jego podróże koleją: Kolejny Weekend Kolejowy, w skrócie KWK, bo PKP już było zajęte.

Weekend, który był trochę inny niż pozostałe. To znaczy pociąg był taki sam, rowery były takie same, ale różnił się jednym szczegółem. Jak wyjeżdżało się z dworca to był dzień, jednak powrót był już wieczorem. Niestety, dni są coraz krótsze i trzeba to brać pod uwagę. Jednak dzieciorom się to podobało jeszcze bardziej, ale dla Rocha był to mały kłopot, bo ilość lampek jaką posiada nie wystarczyła na oświetlenie wszystkich rowerów, a bez oświetlenia jest tak samo jak bez kasku. Nie wsiada się na rower.

Roch nawet w letni dzień włącza tylną lampkę w tryb „dzienny” bo jak coś miga to są większe szanse że nadjeżdżający z tyłu samochód nas zauważy. Nocą to inna bajka, światło musi być i tyle. Jednak Roch poratował się kompletem lampek od XLC, które są w planach, ale w ferworze walki i jeżdżeniu po górkach w Tarnowskich Górkach jedna lampka się zgubiła. Tak więc będzie niedługo o czym pisać, bo historia była fajna.

Ogólnie wydarzyło się wiele; dla Bombelków powrót na rowerze nocą to kolejne przeżycie i doświadczenie. Owszem, wcześniej też jeździli po zmroku, ale raczej „dookoła komina”, a teraz przejazd przez całe miasto, przez ciemny park i to wszystko z lampkami. Pod domem reszta lampek rozładowała się, co dla Rocha jest nauczką żeby na przyszłość przed wypadem jednak je naładować, a nie założyć, że przecież niedawno były ładowane.

Jeszcze wiele przed Rochem – ale w końcu dopracuje wszystko i będzie przygotowany na każdą okazję. Od pewnego czasu jeździ z power bankiem i ten zakup to był strzał w dziesiątkę. Nie trzeba się martwić o prąd, a tych urządzeń elektronicznych trochę już się wozi. W sumie mógł te lampki podładować będąc na obiedzie u mamy, ale jak pisał – jeszcze trochę musi popracować nad szczegółami, ale rowerowanie już idzie dobrze.

W drodze powrotnej było już widać zmęczenie u dzieciorów – spanie w pociągu nie sprawiło im większego kłopotu, ale dzięki temu podładowały trochę akumulatory i dały radę dojechać do domu. Generalnie kolejny wypad jest bardzo na plus – było rowerowanie, było zjeżdżanie z górek i było słodkie na rynku. Takiej końcówki „głównego sezonu” Roch nie spodziewał się, ale czerpie z niej ile tylko się da, a ma w planach jeszcze jedną rzecz, ale o tym może już niedługo napisze.

Na zakończenie podsumowanie tego wypadu:

Roch pozdrawia Czytelników.


Opublikowano

w

,

przez

Komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *