środa, 22 marca 2017

Od choroby do alergii. Złej passy ciąg dalszy

Już Roch nie pamięta kiedy coś go nie bolało, nie strzykało i nie wyciekało. Najpierw choroba, czyli gorączka, gorączka i jeszcze raz gorączka. Roch na widok Nurofenu wyglądał mniej więcej tak:


I przyjmował go w dawce 600 mg na raz, co w ciągu dnia dawało nawet i 1800 mg, ale gorączki nie było. W końcu Rochowi wydawało się, że już jest zdrowy. Że już będzie mógł chociaż wstawić rower do garażu. Nawet zmienił telefon żeby "Centralny System Telemetryczny" mógł działać lepiej i wydajniej. Jednak nie było dane Rochowi pojeżdżenie. Po tym jak wyszedł z choroby zaczęła się alergia. Pyli pewnie jakaś brzoza albo inna olcha i Roch kicha, kaszle i ogólnie smarka.

Tak więc Roch siedzi w domu (albo w pracy) i wyciera sobie nos licząc na to, że pogoda w końcu się polepszy o będzie można wyjść na rower choć na chwilę, na sekundkę.

* * * * 

Jeśli zaś o sytuację domową chodzi to jest ona opanowana. Prawie opanowana. Do wyleczenia pozostało ucho Stasia, które dalej jest czerwone i tym samym szczepienie i baseny są zawieszone aż Staś wyjdzie na prostą. Miśka śmiga na rowerze aż miło patrzeć. A jak nie śmiga to sadzi kwiatki w ogródku, albo grzebie w piachu.

Wiosna to dobra pora roku – dzieci mogą w końcu wyjść na dwór w czymś lżejszym niż gruba kurtka, kozaki i szalik. I mogą siedzieć do oporu. A zadowolenie z pory roku widać po apetycie. Dwa obiady to minimum na co stać dzieciory. Więc wszystko idzie w dobrym kierunku, jeszcze tylko Roch się spiguli antyalergicznie i będzie można wrócić do żywych.

Może się uda też wyjść na rower. W końcu.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza