czwartek, 18 lipca 2019

No i udało się popedałować, choć nie do pracy

Tak jak Roch zapowiadał na swoim oficjalnym fanpage, tak też zrobił, czyli dziś poszedł na rower. A w zasadzie, to pojechał do pracy i po pracy dopiero poszedł na rower. Jednak od rana miał rower z tyłu głowy i miał wrażenie, że to uczucie go nie opuszcza. Nawet w samochodzie czuł, że rower jest za nim. W końcu jednak wyjął go z bagażnika, wskoczył w obcisłe i zaczął zastanawiać się gdzie tu pojechać, a wybór był bogaty. Koniec końców Roch postanowił, że pojedzie w stronę Chechła. Na Segecie i Dolomitach był już dwa razy, a w stronę Chechła w tym roku jeszcze nie pojechał. Skoro cel był wybrany to nie pozostało nic innego jak pojechać i go zrealizować.

Kiedy już dojechał do Chechła, spojrzał na zegarek i doszedł do wniosku, że ma jeszcze trochę czasu, więc spróbuje przejechać lasem do Świerklańca. Było to o tyle trudne, że w tych okolicach nie był już 7 lat, bo tyle już mieszka pod Świętą Wieżą. Jednak udało się dojechać i nie zaginąć w lesie, bo nikt nie wiedział gdzie Roch pojechał. Ze Świerklańca Roch wrócił już asfaltem, bo czas mu się kończył, ale planował jeszcze pojechać do Radzionkowa, przez Piekary Śląskie, ale to może uda się następnym razem.

Trzeba nabijać kilometry, bo na lipiec Roch podjął wyzwanie i zgodził się przejechać 200 kilometrów. W połowie miesiąca jest na początku tego, ale zostało mu jeszcze trochę czasu i może uda mu się osiągnąć cel i dostać nagrodę. A nagrodą jest.. zresztą to zostanie niespodzianką, o ile Rochowi uda się przejechać cały założony dystans to ją dostanie, a jak nie to przynajmniej nie będzie wiadomo co stracił.

Po drodze, oczywiście, była sesja na jego niedawno otwarte social media. Co prawda siebie Roch (jeszcze) nie wrzuca, ale kilka zdjęć roweru w ciekawych (jego zdaniem) kompozycjach się zrobiło. Kolejny rower może uda się niedługo znowu zrobić, a może nawet uda się coroczne Tychy zaliczyć. Powoli stają się one tradycją, a na miejsce spotkania Roch już dojeżdża bez nawigacji, a to o czymś świadczy. Na zakończenie zdjęcie roweru. W ciekawej kompozycji (jego zdaniem):


Roch pozdrawia Czytelników.

poniedziałek, 15 lipca 2019

O tym jak przemycić rower do pracy

Ostatnio tak się składa, że Roch ciągle pedałuje. Jak nie ze Staśkiem, to z Żonką, a ma w planach też zabrać rower do pracy. Tam jeszcze nie był, a ostatnio administrator rozluźnił zakaz wprowadzania rowerów do budynku. Zaczynają z tego korzystać inne osoby, więc dlaczego Roch nie miałby z tego przywileju skorzystać. Trzeba tylko iść pewnie z rowerem i się uśmiechać, ten sposób podobno działa, więc Roch zastosuje swój uśmiech numer 2 i podąży pewnym krokiem ku schodom. Na wszelki wypadek jednak weźmie zapięcie ze sobą. Tak jakby uśmiech nie zadziałał, a krok nie był dość pewny.

Poza tym spokój, rower jest, czasem nawet dłuższy, ale do lipcowego celu, czyli 200 km, zostało jeszcze całkiem sporo, bo aż 180 kilometrów. Tak więc codziennie musiałby przejeżdżać około 12 kilometrów żeby wyrobić założony cel, a jak wiadomo nie zawsze jest okazja do pedałowania, ale może wypadami do pracy Roch nadgoni i zrealizuje postawiony sobie cel. Póki co to raz jest krócej, a raz dłużej, ale codziennie rower jest używany, a to już wielki postęp.

Obowiązkowe są wieczorne wycieczki rowerowe z młodzieżą, której to bardzo podoba się pedałowanie i już całkiem dobrze radzi sobie na rowerze. Nawet są pierwsze próby jazdy na stojąco, czy z jedną ręką. Dobrze, że kaski są na swoim miejscu. Przynajmniej głowy mają zabezpieczone. 

Na zakończenie ostatni wypad. Taki dłuższy.


Roch pozdrawia Czytelników.

czwartek, 11 lipca 2019

I wjeżdża on, niebieski rower

Patrząc na ostatnie wydarzenia, Roch doszedł do wniosku, że w całym swoim życiu rowerowym nie miał tylu rowerów ile mają jego dzieci. Owszem, składał rowery, ale nigdy nie zdarzyło się tak, żeby miał kilka rowerów w domu albo garażu. Zawsze był jeden, który był udoskonalany i z którym dążył do perfekcji. Dopiero teraz Roch może powiedzieć, że ma rower perfekcyjny, szyty na miarę pomimo, że nie bawił się w żadne bike fity.

Jednak wracając do rowerów dzieci. Roch poruszył ten temat dlatego, że ostatnio Staś dosiadł kolejnego rowerka, już większego i okazało się, że pasuje on do niego. Owszem, jak przy każdym poprzednim rowerze Roch musiał skrócić sztycę, ale koniec końców Staś dostał nowy, większy rower. I dalej śmiga jak szatan, tyle, że na większych kołach. Młoda z kolei ma chwilowy przestój z powodu kontuzji kolana, ale wszystko idzie ku dobremu.

Poprzedni rowerek, zgodnie z zapowiedzią, został przekazany kolejnemu adeptowi sztuki kolarskiej. U Rocha zaś chwilowo cieniej z rowerem, ale zawsze coś, a to lekarz, a to co innego, ale w poniedziałek na pewno uda mu się trochę popedałować po starych śmieciach. Teraz śmiga z dzieciorami, może weekend będzie trochę bardziej rowerowy, o ile pogoda dopisze, a ta po fali upałów zrobiła się bardzo kapryśna, a patrząc w prognozę pogody widać 16 mm opadów w sobotę, więc pozostaje tylko liczyć na jakieś sprzyjające wiatry.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Nowy rower:


poniedziałek, 1 lipca 2019

Krótka przerwa się skończyła

I tak jak Roch pisał w poprzedniej notce, krótka przerwa się skończyła wraz z weekendem. Oczywiście w sobotę rower z dzieciorami, zaraz po tym jak Roch zwlókł się z łóżka, potem zabawa, zabawa. Popołudniu Młoda miała wyjście na urodziny, więc Młody wskoczył do fotelika i pojechali na wycieczkę rowerową, która ostatecznie skończyła się na lodach. Jednak trzeba było szybko wracać, bo w międzyczasie jeszcze były do obskoczenia imieniny i Roch musiał odebrać Młodą z urodzin.

Jednak to co wydarzyło się w niedzielę to była magia. Pierwszy rower był już rano, później dzieciory zadokowały się u dziadków, a że upał był nie do zniesienia, to Roch zbytnio nawet nie protestował. I tak z Żonką pojechali na rower. Trochę było ciepło, licznik wskazywał tylko 37°C - 40°C. Szybki postój na uzupełnienie elektrolitów, przejazd przez kurtynkę wodną i można było wracać. I to mógłby być koniec roweru, ale tak się złożyło, że Roch był jeszcze umówiony z dawno nie widzianym, a ostatnio odkrytym kolegą jeszcze z "pedałówy"*.

Tak więc na wieczór Roch zafundował sobie dodatkowe 10 kilometrów pedałowania. W sumie nie było źle, okazało się, że dzielą ich trzy ulice, a mówią, że Świat wcale mały nie jest. Tak więc może się okazać, że Roch będzie miał pierwszego towarzysza do pedałowania (oczywiście zaraz po Żonce), z którym co jakiś czas pokręci parę kilometrów. Podsumowując to wczoraj Roch objeździł wszystkich, bo i z dzieciorami był, z Żonką i na koniec jeszcze z zaliczył wieczorne pedałowanie ze znajomym.

Jedna z przykładowych tras:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
* - Szkoła podstawowa.

PS2.
Chociaż raz o czasie, czerwcowe statystyki. No nie jest źle, wręcz jest dobrze.