Podsumowanie roku 2011

No i przyszedł czas kiedy Roch musi zrobić wirtualny rachunek sumienia. Co udało mu się osiągnąć, a co udało mu się spieprzyć. Powoli staje się to tradycją albowiem w zeszłym roku Roch też uzewnętrzniał się choć nie był tak wylewny jak w tym roku. Roch postara zachować się jakąś chronologię wydarzeń, ale nie obiecuje, że nie zacznie od sierpnia, a nie skończy na styczniu pomijając przy okazji kilka innych miesięcy.

I tak styczeń i luty były miesiącami poszukiwania wymarzonej pracy, chodzeniem na rozmowy kwalifikacyjne i rozsyłaniem CV.  W końcu Roch znalazł swoją wymarzoną pracę, w której spełnia się, widzi jej sens i cel. Od końca lutego Roch poczuł wiatr w żaglach i postanowił, że jego życie zacznie się zmieniać. Jednak praca spowodowała to, że Roch miał coraz mniej czasu na rower, jeździł tylko po pracy, ale to też jak mu się chciało, bo rok 2011 stał pod znakiem \”wypalenia rowerowego\”.

Roch szukał zmian; a to zdjął licznik, a to jeździł bez kasku, ale ciągle nie czerpał przyjemności z pedałowania. Koyocik ciągnął go w długie trasy, ale Roch wykręcał się brakiem kondycji. Ominęły go pierogi w Bobolicach i wypad na Jurę. Rower przestał Rochowi smakować jak kiedyś, nie widział sensu w jeżdżeniu, zmuszał się do jeżdżenia, robił co mógł żeby chęć wróciła, ale było coraz gorzej. Miesiące upływały, dzień robił się coraz krótszy, a Roch w dalszym ciągu nie jeździł, a jeśli już wsiadał na rower to nie wiedział ile przejechał, bo licznik zostawał w domu.

Fotograficznie też było gorzej, bo skoro Roch nie jeździł na rowerze to też nie bywał na lotnisku, a tam sporo ładnych maszyn lądowało. Roch tłumaczył sobie, że \”jeszcze przylecą\” i dalej pałał niechęcią do rowerowego wysiłku. W sierpniu albo wrześniu Roch podjął męską decyzję: \”kupuję nową ramę\”. Wraz z nową ramą Roch kupił kilka nowych rzeczy do roweru. I chęć pedałowania magicznie wróciła. Koyocik był molestowany o jeżdżenie, wspólną kawę i długie wypady. Jednym z takich wypadów był Lubliniec, który za Rochem chodził od dawna.

W końcu dystans powyżej 100 kilometrów, zmęczenie, nogi z waty i uśmiech na twarzy — w Rocha wstąpiło nowe życie. W ciągu miesiąca przejechał 1000 kilometrów i chciał drugi tysiąc, ale już dnia nie było na tyle żeby pogodzić powrót z pracy z jeżdżeniem na rowerze. Rower został postawiony w przedpokoju i czeka na nowy sezon, a wraz z nim nowe plany rowerowe. Na pewno długie wypady, ale do nich Roch przejdzie za chwilę.

I w końcu last but not least:

W listopadzie stało się to czego Roch chciał najbardziej; poznał super dziewczynę, której zakochał się bez pamięci. Grudzień to już całkowite wsiąknięcie w uczucie zwane miłością. Roch chodzi nieprzytomny, potyka się o krawężniki, w pracy wkłada herbatę do kubka i zapomina ją zalać. Wszyscy widzą, że Roch jest szczęśliwy.

Grudzień to także pierwszy (i na pewno nie ostatni) wspólny weekend w Ustroniu. Cudowne chwile, niezapomniane widoki, cały czas razem i postanowienie, że wrócą tam razem latem. Na herbatę i ciastka ryżowe do przewspaniałej herbaciarni. Potem nadszedł świąteczny czas, również spędzony wspólnie. Wakacyjne plany z rowerami w tle, Mazury, komary i dwutygodniowe lenistwo niezmącone telefonami, mailami, internetami i tym wszystkim, czego na wakacjach nie powinno być.

W międzyczasie Roch zaliczył wypadek, samochód skasowany, ale Roch cały.

Cały Stary Rok można podsumować jednym zdjęciem, co też Roch czyni:

Słit focia

I już kończąc ostatnią notkę w tym roku Roch pragnie podziękować wszystkim, którzy Rocha wspierali i dopingowali; przede wszystkim Koyotowi za megatony cierpliwości \”to dla mnie wiele znaczy\” Przyjacielu. Michałowi, za filozoficzne rozmowy, z których Roch wiele mądrości wyniósł. I dla Ciebie, Magdaleno, Ty wiesz za co.

Wszystkim Czytelnikom Roch życzy najlepszego, spełnienia marzeń, sukcesów, równych dróg, uprzejmych kierowców, zdrowia i bezpieczeństwa, pogody i bezdeszczowych wycieczek na rowerze.

Do siego roku.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rowerowe Boże Narodzenie

Kto by pomyślał, że Roch jeszcze w tym roku wyskoczy na rower. On sam już powoli tracił nadzieję, że będzie mu dane pojeździć, ale wczoraj pogoda zrobiła Rochowi wyjątek i przez cały dzień było znośnie, nie padał deszcz ani śnieg. Roch wskoczył w ciepłe spodenki, założył zestaw koszulek, okręcił się buffem, założył dwie pary rękawiczek, przypiął pulsometr i licznik do kierownicy i pojechał w świat.

Świat kończył się na lotnisku, bo akurat na tylko Rochowi wystarczało dnia i kondycji, która o dziwo nie jest taka najgorsza. Średnia prędkość na 43 kilometrach wyszła Rochowi 24 km/h, a był taki moment, że licznik pokazywał prędkość 30 km/h, a średnia prędkość wciąż malała. Jednak pulsometr szalał, bo pokazywał 190 uderzeń serca na minutę, więc Święta dały się Rochowi we znaki, chociaż on wcale nie obżerał się.

Z świątecznego wypadu powstało zdjęcie, które Roch zamieszcza jako dowód w sprawie o rowerowanie w Święta. Ogólnie jeden pogodny dzień zrobił Rochowi dobrze, przejechał się na rowerze, odwiedził lotnisko, a przy okazji spalił trochę kalorii. Tak bardzo niechcianych.

Cube LTD

Roch pozdrawia Czytelników.

Wesołych Świąt

I nadeszły kolejne Święta, dla Rocha pierwsze, które spędzi wspólnie z swoją drugą połówką jabłka. Jednak celem tej notki nie jest chwalenie się, ale złożenie Wam, Czcigodni, życzeń, a zatem do meritum:

Roch i Jacek składają Wam najserdeczniejsze życzenia zdrowych, wesołych, owocnych, spokojnych, rodzinnych, ciepłych, kolorowych, ociekających prezentami Świąt Bożego Narodzenia. Jedzcie i pijcie, a kaloriami się nie przejmujcie, raz do roku trzeba sprawić sobie przyjemność.

Tym jeżdżącym życzymy wymarzonych części rowerowych pod choinką, najnowszych XTRów, X-0. Super lekkich kół, karbonowych ram i przede wszystkim nieustającej radości z jazdy jaką daje rower.

Roch pozdrawia Czytelników.

Ustroń fajny jest!

I tak, wszystko co przyjemne bardzo szybko się kończy. Tak też wypad do Ustronia z Mychą skończył się w poniedziałek, okolicach godziny 900 kiedy to oddali kluczyk do pokoju, zapakowali się do Kropka i pojechali w kierunku Katowic. Przez trzy dni Roch nie myślał o niczym innym jak tylko o osobie, z którą spędzał miło czas. Nie było pracy, nie było smutków, nie było rozmyślania. Była za to radość, uśmiech, trzymanie się za ręce i przecudne wieczory spędzone razem w herbaciarni Magija, próbując ogarnąć całe menu herbat.

Najlepsze to \”Osiem sekretów Shaolin\” i \”Sekret Gejszy\”. Kto będzie w Ustroniu i lubi dobrą herbatę ten musi iść do Magiji. Właściciel super gość, widać, że herbata to jego pasja. Poza tym \”Sielanka\” robi najlepsze jedzenie w Ustroniu, a najlepsze piwo to \”Ustrońskie\” niepasteryzowane, na Czantorii jest dużo śniegu, a kolejką linową trochę bujało, ale to nie miałoby swojego uroku, gdyby nie osoba, która Rochowi towarzyszyła. Na zachętę kilka zdjęć z Ustrońskiego wypadu: Ustroń.

Roch pozdrawia Czytelników.

Kolejna nieobecność w planach, ale usprawiedliwiona

Przed Rochem i Czytelnikami kolejny weekend. Pogoda zapowiada się ładnie, chciałoby się napisać, że rowerowo jednak Roch z dziką przyjemnością zostawi rower w domu. Weekend ma już zaplanowany wraz ze swoją drugą połówką jabłka. Można już zdradzić, że celem jest Ustroń i jego atrakcje. Na pewno Czantoria, na pewno prywatne muzeum motocykli i masa innych atrakcji.

W związku z tym, Czcigodni, Roch już teraz informuje, że blog przez weekend milczy, powrót i relacja dopiero w poniedziałek. Do Ustronia jedzie z Rochem tylko aparat i telefon, wszelkie komputery, PDA i inne \”pożeracze czasu\” zostają w domu. Jak odpoczywać to odpoczywać.

W takim razie udanego weekendu wszystkim Czytelnikom i do poniedziałku.

Roch pozdrawia Czytelników.

Kolejne zaległości

I znowu Rochowi zapomniało się, że ma blog, ma swoich Czytelników, o których powinien dbać. Jest mu trochę głupio, ale śpieszy nadrobić zaległości, a tych jest sporo. Co prawda na rowerze jest już całkiem pokaźna warstwa kurzu sugerująca, że Roch w ogóle nie jeździ na nim. Pogoda jest nawet znośna, zimno co prawda, ale bez deszczu i śniegu. Jednak, o zgrozo, teraz rower nie jest już najważniejszy. Nadal jest ważny, ale nie ma już przedrostka \”naj\”.

Ta deklaracja bynajmniej nie oznacza, że Roch porzuca wszelką aktywność rowerową. Po prostu będzie go trochę mniej, w sumie tylko weekendowe przejażdżki w miłym gronie. Na pewno będzie rowerowa Jura, ale też – tutaj nowość – planowane są Mazury na rowerach. W ramach urlopu i relaksu. Coraz lepiej się dzieje, kiedyś Roch wcale by nie pomyślał o jeżdżeniu po Mazurach, a teraz i owszem.

To tyle, krótko, ale też sezon taki.

Roch pozdrawia Czytelników.

Zimy nie widać

Pora przełamać kolejną porcje ciszy; od ostatniej notki trochę czasu już minęło, odzew póki co na pograniczu błędu statystycznego (nie licząc dwóch zaznajomionych blogerów: Janka i Pawła, którzy zostali sprowadzeni przez Roch do roli błędu statystycznego), ale Roch to rozumie — zimowy okres nie nastraja na myślenie o rowerowaniu, ale jak tylko sezon ruszy pełną parą to Roch zabierze się za jakąś zbiórkę ludzi z okolicy. Integracja rowerowa jest dobra, w końcu to nowe kontakty i jakaś promocja roweru.

Poza tym Roch sobie pracuje, od dziś ma całkiem nową umowę i całkiem ciekawą przyszłość. Się zaczyna mu klarować to co do tej pory było zamglone. Roweru Roch nie może się doczekać, ale naszła go ochota na wymianę kół. Niebieskie piasty obowiązkowo zostają, ale Roch chyba wymieni obręcze. Na wersje disc żeby to jakoś wyglądało. Do tego wymiany domaga się napęd, w zasadzie tylko kaseta i łańcuch. Jednak \”zima\” dopiero w połowie i Roch podchodzi do tego na spokojnie.

Roch pozdrawia Czytelników.

Poniedziałkowa luźna myśl

Blog się rozwinął, pojawiają się komentarze, blog jest linkowany w innych blogach, a Roch linkuje inne Blogi u siebie. Luźna myśl jest taka: przyszłoroczna wspólna przejażdżka, wszystkich blogujących. Miejsce i trasa do ustalenia. Tak samo jak inne szczegóły. Na chwilę obecną jest to sondowanie rynku, ale może coś z tej inicjatywy wypali.

Póki co tyle.

Roch pozdrawia Czytelników.

Rowerowo nic się nie dzieje

Od ostatniego wpisu minęło kilka dni, a Roch nawet nie pomyślał żeby wyjść na rower. Pogoda nawet znośna, termometr dziś pokazywał 7°C, ale wiatr wieje okropny i rower odpada. Szczególnie, że w kurtce Roch robiłby za żagiel i jadąc z wiatrem miałby się fajnie, ale już pod wiatr byłby spory problem. Zatem Roch siedzi w domu i patrzy przez okno, bo gdyby nie ten wiatr to Roch pojeździłby na rowerze.

Poza tym szara rzeczywistość, ale Roch odlicza już czas do nowego sezonu. Jak dobrze pójdzie to Roch zacznie go jeszcze w styczniu, bo zimy na horyzoncie nie widać, a zimno nie robi na nim wrażenia. Jednak jakieś prognozy zapowiadają pojawienie się śniegu, ale to tylko na święta, po Nowym Roku może go nie być.

Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Sezonowość bloga powoduje to, że najbliższe notki będą właśnie w takim stylu.

Dużo pracy, mało roweru

No i tak prawie zleciał nam cały rok; starego zostało jeszcze 31 dni i trzeba będzie zrobić rowerowy rachunek sumienia. Jednak zanim do tego dojdzie to Roch jeszcze kilka notek napisze. Na rower nie ma czasu, pogoda — o zgrozo — coraz bardziej jesienna. I dobrze, bo nie trzeba skrobać samochodu, ani wkładać łopaty do bagażnika, choć do Kropka łopata nie wejdzie. Chyba, że saperka. Samochodzikiem jeździ się świetnie, a przede wszystkim oszczędnie, a o to Rochowi chodziło.

W pracy Rochowi idzie całkiem dobrze, załapał się na podwyżkę, uruchamia system do lokalizowania ludzi, czyli na nudę nie może narzekać. Jedynie na co może narzekać to brak czasu. Na rowerze by się pojeździło, śniegu nie ma, a temperatura w weekend ma osiągnąć 7°C. Ale nic to, za niedługo inauguracja nowego sezonu rowerowego i Roch jeszcze zdąży się najeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.