Posty

Wyświetlanie postów z marzec, 2008

Było nie szaleć

Tak sobie pomyślał Roch wstając z łóżka i czując ból w każdym, nawet najmniejszym, mięśniu. Zasiadł do komputera i przyjął pozycję najbardziej optymalną. Otworzył Jedynie Słusznego Klienta Poczty (TM) i zaczął sprawdzać pocztę. Do katalogu "Blog" wskoczył jeden mail co świadczyło o tym, że pojawił się nowy komentarz na blogu. Po południu Roch zaryzykował wyjście na rower. W między czasie zadzwonił Michał, że jest w Adventure i właśnie składa swój rower. Roch podjechał do chłopaków i faktycznie - nowe, lśniące części były już zamontowane w rowerze Michała. Jednak dziś nie było dane przetestować działania nowego sprzętu, ale jutro jak najbardziej odbędzie się dziewicza jazda. Rochowi to na rękę bo dziś czuje się jak dętka bez powietrza. Sam na rowerze zrobił zaledwie 16 kilometrów kręcąc się po mieście aby ludzie widzieli, że Roch nie tylko pisze, ale i jeździ. No i to chyba na tyle, bo mięśnie odpowiedzialne za zginanie palców również bolą Rocha. Tak to jest jak się posłucha c

Pierwszy rowerowy rekord

Grafika
Dobry to znak dla Rocha gdy po 85,5 kilometrach może jeszcze cokolwiek napisać. Oznacza to, że jego kondycja nie jest tak opłakana jak mogłoby się zdawać. Wszystko zaczęło się od tego, że rano Roch spojrzał na zaprzyjaźniony blog Reeda, który jak co niedziela zostawił Szanowną Małżonkę, a sam udał się zaspakajać głód rowerowy. Roch nie mógł postąpić inaczej jak tylko zjeść śniadanie i iść na rower. Punktualnie o 10 00 był już w siodle i rączo pedałował na Repty, gdzie wczesnym rankiem nikogo jeszcze nie było. Na Reptach objechał dwukrotnie standardową trasę i udał się na Pniowiec. Drogi zaskakująco puste świadczą o mszalnym czasie, w który wstrzelił się Roch. Z Pniowca pojechał do domu na obiad. W między czasie (pomiędzy jednym daniem, a drugim) zobaczył wyścigi motocykli, czyli MotoGP , które są bardziej pasjonujące niż F1 (śmiała teza, ale dzisiejszy wyścig klasy 250ccm jest na to dowodem vide pojedynek Bautisty z Simoncellim i "wspólny" wypadek). Po wyścigu Roch wsiadł n

Wzmożona aktywność fizyczna

- Rochu, może pojedziemy do Marketu? - Zapytała Roch mama. - A kupisz mi coś? - Zapytał Roch. - Jak nie będziesz jechał szybko - Odpowiedziała. Roch, znany z tego, że na swoim koncie ma trochę kilometrów spędzonych za kółkiem pojechał bardzo wolno. Miejscami licznik wskazywał 100km/h, ale wszystko było pod kontrolą. Po chwili mijali znak "Bytom" co oznaczało, że Market jest już blisko. Dalszy opis wizyty zakrawa na traumatyczne doświadczenie, a więc Roch powstrzyma się od opisywania tego co tam się działo. Na pocieszenie dostał zestaw napojów z żywymi kulturami bakteriami i przestał marudzić. Po obiedzie wsiadł na rower i zaczął jeździć, jednak otrzymał propozycję zagrania w siatkówkę. Rower wrócił do domu, a Roch przywdział siatkarski dresik i poszedł na boisko. Na boisku oczywiście nikogo nie ma, tylko Roch i okoliczne wróble. Po dziesięciu minutach przyszła siatka i Paweł. Pozostało oczekiwanie na Arka, który chyba wcześniej przestawił zegarek. - Zadzwoń do niego - Pow

Kolejne plany w planach

Nastała pogoda umożliwiająca wyjście na rower. Rano jednak Roch pojechał opłacić kilka rachunków, ale ten najcenniejszy zostawił sobie na później. Po obiedzie zadzwonił Koyocik, który uskuteczniał rower i zaproponował, żeby razem pojeździć. Roch wskoczył w kalesonki i ruszył w umówione miejsce. Z nim jechał rachunek za telefon, który jako ostatni pozostał do zapłacenia. Wraz z Koyotem udali się w kierunku jakiegoś lasu. Jednak w pewnym momencie w Koyocikowym rowerze zepsuł się, za przeproszeniem, pedał. Wizyta w Adventure, a przy okazji w salonie Plusa. W salonie oczywiście była Pani z Plusa, ale zajęta, a i Rochowi się śpieszyło ponieważ mając wybór między Panią z Plusa, a Koyocikiem zawsze wybierze tego drugiego. Po załatwieniu wszystkich formalności można było uderzyć w las. Lasem dojechali do Miasteczka Śląskiego i dalej na Chechło. Tam zażyli kondycji i rozjechali się w swoją stronę. Roch udał się jeszcze do Świerklańca i na Repty. Dzięki temu wyszło szalone 50 kilometrów z czego

Jak kobiety

Grafika
Roch rano poszedł do zaprzyjaźnionego PWiK dokończyć walkę z SAPem. Niestety, w przypływie ułańskiej fantazji wykasował połowę plików i musiał zaczynać prawie od początku, a kopii bezpieczeństwa oczywiście nie zrobił bo twardziele backupów nie robią. Na szczęście zadzwonił Koyocik, który wysunął propozycję wspólnego wypadu to Twomarku na zakupy rowerowe. Kobiety chodzą po galeriach i wybieraj pantofelki, sukienki, spódniczki, żakiety i inne ciuszki, a Roch z Koyocikiem odwiedzają sklep rowerowy i również poprawiają sobie humor i samopoczucie. W Twomarku Roch upatrzył sobie rękawiczki Specialized XC Lite, które chciał kupić, ale budżet miał ograniczony. Po drugiej stronie stała urocza dziewczyna w koszulce podkreślającej jej cudowne kształty. Początkowo Roch nie wiedział na czym skupić wzrok, ale i tak jedno oko podążało za oszałamiającymi kształtami owej pani. Po przymierzeniu rękawiczek Roch postanowił, że zaryzykuje eksmisje z domu i kupi je. Zapłacił całe 140zł, ale Koyot też nie ch

Walka z samym sobą

Rano Roch udał się do zaprzyjaźnionego PWiK, gdzie swego czasu odbywał praktykę. Okazało się, że na tapecie jest SAP NetWeaver , czyli po naszemu system relacji z klientami (CRM, Customer Relationship Management). Roch, znany ze swojego zamiłowania do systemów Linux, zasiadł przed komputerem i zaczął wpisywać magiczne znaczki, które miały na celu przygotowanie systemu do zainstalowania całego tego ustrojstwa. Początkowo szło opornie, ale potem już było z górki. Do momentu właściwej instalacji SAP'a. Okazało się, że pliki należy połączyć w całość za pomocą magicznego oprogramowania dostępnego na Jedynie Słuszny System Operacyjny (TM). Po chwili zamiast pliku ISO ukazał się plik OUT. Po kolejnej chwili namysłu Roch udał się do domu na obiad. Jutro drugie, i ostatnie, starcie z SAPem. Relacja oczywiście na blogu. **** Po obiedzie do Rocha zajechał Koyot. W końcu dil został w pełni dokonany, czyli Roch spłacił manetki wzięte w leasing od Koyocika. Później, jak na wiosnę przystało, spa

NOWOŚĆ!!! LAMPKA TYLNA SOLARYCZNA !!!

Grafika
Wieczór, Roch wraz z Reedem prowadzą zacięte dysputy, czas mija w zacnym towarzystwie, aż do momentu kiedy to Reed podsyła link do lampki z Allegro. Niby zwykła tylna lampka, jednak coś ją wyróżnia z tłumu lampek. Nie jest to kosmiczna cena, ani design by Pininfarina. Źródłem zasilania tejże lampki jest światło słoneczne, który jak wiadomo w nocy - kiedy korzystamy z lampek - występuje. Cytat z opisu aukcji: JEŚLI CHCESZ ZAPOMNIEĆ O BATERIACH TO TA LAMPKA JEST WŁASNIE DLA CIEBIE,WYSTARCZ TYLKO SŁOŃCE Fajnie - tylko w nocy słońce jest po drugiej stronie równika. Zdjęcie hłitu maketingowego i link do aukcji : ROTFL.

Bałwan

I koniec świąt. Po świętach pozostała tabliczka czekolady, wspomnienie po serniczku i trochę kasy, którą Roch przeznaczy na zakup wypasionych i kultowych rękawiczek SPECIALIZED XC LITTLE , po które uda się w najbliższym czasie do Chorzowa. Dziś jednak Roch pragnął tylko jednego. Pogody umożliwiającej wyjście na rower i uskutecznienie jakiegoś skromnego wypadu. Pogoda, początkowo, wysłuchała próśb Roch i umożliwiła wyjście na rower, ale w połowie zmieniła zdanie i zaczęła prószyć śniegiem. Roch jednak zignorował te opady i pedałował dalej. Po chwili śnieg przestał padać i wyszło słońce. Po kolejnej chwili ponownie zaczął sypać śnieg, a potem wyszło słońce. Taka huśtawka powili wkurzała Roch ponieważ raz zakładał kaptur żeby po chwili go zdjąć. W końcu zaczął kierować się ku domowi, kiedy to z nieba zaczęły lecieć płaty śniegu wielkości wiosennych liści, które powinny pojawiać się drzewach. Pod domem Roch był szczelnie pokryty śniegiem, rower był biały, okulary były zaparowane. Piękną z

Jest ktoś do oblania?

Roch, znany ze swej męskości, doznał dziś traumy. Trauma owa polegała na tym, że został pomylony z kobietą, a właściwie dziewczyną. Zacznijmy jednak po kolei, czyli od poranka kiedy to Roch wyjrzał za okno i rzucił klasyczne: "kur*a, ja pier*ole" po czym poszedł na poranną toaletę. Po czynnościach mających na celu upiększenie Rocha zasiadł on do konsumpcji serniczka. Przy okazji włączył komputer i zaczął odbierać pocztę. Do drzwi zadzwonili ludzie wyposażeni w sikawki różnego kalibru. - Jest ktoś do oblania? - Zapytali. - Ja jestem - Odpowiedział Roch licząc, że zaoszczędzi na prysznicu. - A poza tobą? - Zapytali. - Nie, tylko ja jestem chętny - Odpowiedział Roch. - Ee to nie, przepraszamy - Odpowiedzieli i poszli. Roch myśląc, że to już koniec zasiadł przed komputerem i zaczął czytać wiadomości. Nagle rozlega się pukanie do drzwi. Roch looknął w lookacz i stwierdził, że kolejni amatorzy oprysku czekają. - Sie ma, jest jakaś laska do oblania - Zapytali po ziomalsku. -

Wielkanocne poszukiwania

Grafika
Świętowanie rozpoczęło się od śniadania. Roch z dużą dozą nieśmiałości nałożył sobie na talerz frykasy, mając przed oczami perspektywę zrzucania zbędnych kilogramów, które mogłyby pojawić się gdyby tak spróbować wszystkiego. Po zjedzonym śniadaniu Roch obowiązkowo wybył na rower. Nie może przecież być tak, że ładny, słoneczny i w miarę ciepły dzień spędzi się przy serniczku. Roch pojechał na Repty. Tam zrobił około 10 kilometrów zacięcie jeżdżąc po okolicznych krzakach. Z Rept udał się na Pniowiec i wrócił do domu gdzie czekał na niego obiad, którego jednak Roch nie tknął. Po nietkniętym obiedzie Roch postanowił, że pojeździ na rowerze. Do Rocha dołączył Nosiu, który chciał jechać na Pniowiec. Roch nie miał nic przeciwko temu szczególnie, że w plecaku Nosia jechał Strong, którego Roch kupił sobie na poprawę kondycji. Na Pniowcu Roch z Nosiem stworzyli film, który można znaleźć w Internecie. Bardziej dociekliwi Czytelnicy nie powinni mieć z tym problemu. Po odpoczynku Nosiu zechciał od

Poranna aktywność

Tak się jakoś złożyło, że Roch pozwolił sobie spać do późnej godziny. Obudził go dopiero aromat serniczka, który właśnie skończył się piec i rumienił się do Rocha, któremu ślina ciekła na sam widok tego cudu kulinarnego. Później, z serniczkiem, zasiadł przed komputerem i tradycyjnie zaczął odbierać tysiące listów od Fanek, sprawdzał wiadomości na grupach dyskusyjnych i forach, włączył swój wypasiony Komunikator i oczekiwał propozycji spędzenia soboty. I otrzymał taką od reed'a. Otóż tenże reed zdalnie połechtał ego Rocha pisząc, że właśnie skończył jeździć i popija Stronga. Nie byłoby w tym nic dziwnego gdyż reed, podobnie jak Roch, jest wytrawnym Bikerem (przez duże B) i normalnym jest, że poranne wypady są uskuteczniane. Jednak gdy napisał, że jeździ od godziny 4 00 rano(!) to w Rochu coś pękło. Trudno było cofnąć czas i zacząć pedałować późną nocą, ale można było zacząć o godzinie 11 30 i przynajmniej udawać, że jest się wytrawnym bikerem, a nie jakimś leniem, który czeka na p

Dobre i bez pisania

Grafika
Leniwy Roch pozdrawia Czcigodnych.

Pierwszy dzień wiosny

Z okazji pierwszego dnia wiosny Roch życzy wszystkim Czytelnikom pierwszej wiosennej miłości (lub odświeżenia starej), radości, słońca, opalenizny, najdłuższych wakacji, rozpoczęcia przygody z rowerem i spełnienia wszystkich pozostałych marzeń. A co? Każda okazja na życzenia jest dobra. Poza tym pierwszego dnia wiosny leży śnieg. Cóż, kolejny wybryk wiosny. Wiosenny Roch pozdrawia Czytelników :)

Żarówka

Udało się pojeździć na rowerze. Była to nagroda za poranną pomoc w porządkach przedświątecznych, w których Roch brał czynny udział. Dostał bojowe zadanie umycia kloszy w żyrandolu. Do zadania podszedł bardzo poważnie, przywdział żółte rękawice lateksowe, zaopatrzył się w wiaderko wody, ręczniki papierowe i mały stołeczek żeby nie nadwyrężyć się przy odkręcaniu kloszy. Gdy już klosze lśniły Roch postanowił zrobić niespodziankę i zabrał się za czyszczenie żarówek. Bo klosze lśnią, a żarówki zarośnięte kurzem. Pierwsza poszła gładko, druga również, a przy trzeciej zaczęły się schody. - Noooo wyyyyyyłaaaaaźźźźźź - Krzyczał na oporną żarówkę. No i wylazła. Do tego stopnia, że wylądowała na podłodze. - Nosz ku*a! - Krzyknął. - Co się stało? - Zapytała mama Rocha. - No widzisz kurka, robią taki badziew to się psuje - Ewidentnie Roch obwiniał głodnego Chińczyka za błędy technologiczne. - Pójdziesz do Marketu to kupisz nowe - Powiedziała mama. - Pójdę, ale dopiero jak wrócę z roweru - Odp