czwartek, 12 listopada 2009

Kostkowy zawrót głowy

Od rana, czyli od godziny 700 Roch latał po sklepach; dlaczego zaczął tak wcześnie? Bo w lokalnym sklepie na literkę “B” rzucili karty pamięci, a że to towar deficytowy i większość rozeszła się wewnętrznymi kanałami dystrybucji Roch musiał zdążyć i swoją kartę kupić. Na szczęście udało, a przy okazji Roch zjadł świeże rogale na śniadanie, ale to tak na marginesie.

Później musiał jechać, a właściwie to chciał jechać, do mechanika, bo auto nadal stało unieruchomione. Zszedł był na dół i sprawdził, może przez noc ktoś był tak uprzejmy i naprawił samochód żeby Roch nie musiał martwić się o ewentualny hol. Przekręcając kluczyk zaklinał się na wszystko, co tylko do głowy mu przyszło, aż usłyszał znajomy warkot.

To Megi warczała zalotnie, niczym kotka mająca ochotę na kocura Rocha. Roch wyjechał z parkingu i pojechał rozgrzać silnik, po czym zawitał do mechanika. Ten po wstępnych oględzinach i przesłuchaniu Rocha orzekł, że winna jest kostka, która łączy stacyjkę z resztą samochodu, a na potwierdzenie tego “sztucznie” wywołał awarię.

Na wymianę jednak Roch musi poczekać, a na pytanie co robić jak znowu się popsuje usłyszał “poruszać”. Takoż Roch będzie czynił jak tylko kostka zacznie grymasić. Więc gdyby ktoś widział Rocha kręcącego się w samochodzie z zaciśniętymi zębami, mającego ręce schowane to proszę nic sobie nie myśleć – on tylko rusza stacyjką.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza