sobota, 18 września 2010

Boli, oj boli

Tak jak Roch przeczuwał dziś ręce dają znać o sobie, a na domiar złego Roch chciał iść pojeździć, bo jutro pewnie będzie wizytował lotnisko więc rower dostanie dzień wolnego. Największy problem był ze zniesieniem roweru, ale Roch sprytnie toczył rower po schodach, więc wszyscy wiedzieli, że idzie on jeździć. Potem, przez parę kilometrów, Roch nie mógł utrzymać kierownicy w dłoniach, ale koniec końców wszystko wróciło do normy.

Przejażdżka w sumie krótka, bo tylko Świerklaniec i Chechło, ale z "kontuzją" Roch nie chciał jechać nigdzie daleko, bo jeszcze mógłby nie wrócić. W końcu pojechał do domu i znowu wszyscy wiedzieli, że Roch idzie ponieważ wtaczał rower na górę. Jutro, jak już Roch napomknął, pewnie będzie wizytował lotnisko, bo dawno tam się nie pojawił, a trzeba korzystać z pogody i robić zdjęcia. Być może jutro pojawią się jakieś ciekawe okazy (o ile ruch dopisze).

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza