poniedziałek, 6 października 2014

Częstochowa - Blachownia - Konopiska

Od kilku dni oba rowery, ten mały i ten duży stały nie ruszone. Miśka załapała jakiegoś echowirusa i wykropkowało ją, co skutecznie uniemożliwiło pedałowanie, ale wrzesień i październik pod względem pogodowym zaliczały się do Złotej Polskiej Jesieni. Ale w końcu Miśka wyzdrowiała, kropki zeszły. Szybko znalazła Rocha buty i wskoczyła w nie żeby pokazać, że jest gotowa na to żeby przejechać się na rowerze. Pogoda dopisywała, dziecię zdrowe, więc szybko.

Żonka ubrała ją w ciepłe spodenki, kurteczkę i z czystą przyjemnością wsiadła do fotelika żeby pojeździć trochę na rowerze. Po tak długiej przerwie musieli się najeździć do syta, a więc kilometrów wyszło - jak do tej pory - najwięcej, bo aż 11, więc dystans zaczyna się wydłużać, aż w końcu Roch zabierze Michaśkę na Jurę, żeby poznała co to fajna zabawa na rowerze, ale to już w przyszłym roku, teraz pogoda i czas powoli się kończą, więc pozostaje tylko lokalne pedałowanie, co i tak jest fajne. Powstał oczywiście ślad z tego wypadu, na Stravie.

* * * * 

Następnie Roch wybrał się na rower sam, ponieważ zachciało mu się pojeździć trochę dalej i szybciej, a z dzieckiem - wiadomo - nie można pojeździć szybko żeby nie zawiało małej. Więc, korzystając z tego, że Michaśka poszła spać Roch wskoczył w buty i poszedł pojeździć. Coraz częściej wymyśla sobie trasy wyjeżdżające poza Częstochowę (w samym centrum no nie ma gdzie jeździć).

Teraz pojechał z Częstochowy do Blachowni, a stamtąd przez Konopiska do Częstochowy. Kilometrów wyszło 35, więc w ciągu weekendu Roch przejechał ponad 40 kilometrów - szkoda, że sezon się kończy, Roch właśnie zaczynał się rozkręcać. Ale przyszły rok już niedługo. Na zakończenie kolejny ślad:

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza