poniedziałek, 2 lutego 2015

Niech się święci pierwszy luty

Zbliżał się kolejny weekend i Roch już planował następny wyjazd na rowerze. Na uwadze miał to, że na Stravie brakowało mu 30 km do pełnych stu kilometrów w styczniu. A weekend zapowiadał się bardzo udanie, słońce, suche drogi, czyli wymarzona pogoda na wyjście na rower i przejechanie paru kilometrów. W sobotę tradycyjnie pojechali z Michasią na basen, potem tysiąc innych zajęć i w końcu zabrakło dnia na rower, ale od czego była niedziela?

Jednak kiedy Roch spojrzał w kalendarz dowiedział się, że niedziela to już jest pierwszy luty i z jego planów na przejechanie stu kilometrów w styczniu nic nie wyszło, ale nie poddał się i na poczet lutowej setki przejechał niecałe 15 kilometrów, ale za to był suchy. Pogoda była świetna, lekki mróz, bez wiatru, sucho i słonecznie do tego stopnia, że Roch założył nawet okulary przeciw słoneczne. Chyba wiosna się zbliża wielkimi krokami. Oby, bo Roch ma wielką chęć do jazdy na rowerze.

Na zakończenie zapis GPS.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza