poniedziałek, 4 października 2010

Pierwszy rowerowy dzień

W końcu Roch przemógł się i wyszedł na rower; pogoda ładna, jesienna, ale ciepło, miło i przyjemnie, aż nogi same chciały popedałować. Na dole okazało się, że jest trochę chłodniej niż na balkonie (wiadomo, ciepłe powietrze unosi się), ale Roch przewidział to i ubrał się w cieplejszą koszulkę i kamizelkę. Początkowo trzeba było rozruszać nogi i rower, który po długiej przerwie skrzypiał i piszczał. Najgłośniej dawał o sobie znać łańcuch, który Roch miał nasmarować, ale oczywiście zapomniał.

Przebieżka była krótka, bo trzeba hartować organizm stopniowo, a dopiero pod koniec tygodnia Roch zanabędzie drogą kupna czapeczkę, żeby łysinka nie marzła w te jesienne dni. Jutro, o ile pogoda się utrzyma, też Roch będzie jeździł, ale wcześniej nasmaruje łańcuch, żeby ludzie nie oglądali się za Rochem. Może jeszcze uda się dokręcić do 4000 kilometrów.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza