czwartek, 3 lutego 2011

Ze spottingu nici, ale są nowe klocki

Z ostatnich planów Rocha nic nie wyszło albowiem ustalenia na forach internetowych były na tyle nie precyzyjne, że nie było sensu jechać i liczyć na to, że nie będzie opóźnienia, a takie zdarzyło się i przylot, wpierw planowany na 1300, odbył się dopiero o 1530.Z odlotem też nic pewnego, na forach podawane były różne godziny, a na Facebook'u lotniskowym zupełnie inne, co więcej przy każdym wpisie była informacja, że "godzina może ulec zmianie". Do tego doszła kwestia kierunku, z którego będzie startował i to wszystko spowodowało, że Rochowi nie chciało się jechać ani na przylot, ani na odlot.

W zamian pojechał do zaprzyjaźnionego Adventure, bo przyszła informacja, że klocki są do odbioru. Roch wsiadł na rower i pojechał. Na miejscu okazało się, że jest jeden komplet tańszych i drugi droższych, albo Roch może poczekać, ale jemu nie chciało się czekać i skusił się na droższą wersję. Do tego doszło jeszcze odpowietrzenie hamulca, bo okazało się to konieczne. Całość zakończyła się sukcesem i od dziś Roch ma super działające hamulce, brzytwy i żylety w jednym, które nie mają problemu z wyhamowaniem rozpędzonego i ciężkiego (póki co) Rocha. Teraz tylko odwilż, ładniejsza pogoda i można jeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza