sobota, 11 czerwca 2011

Finał prawie na lotnisku

Ostatnio finałów było sporo, ale Roch nigdy nie dojeżdżał. Lizał cukierek przez szybę. Dziś chciał pojechać na lotnisko, ale dzień tak mu się ułożył, że wolny było dopiero o 1500 i zanim zebrał się, zanim dojechał to już trzy samoloty wystartowały i znając życie to już nic nie startowałoby, a na lądowanie trzeba by dołożyć ekstra dwadzieścia kilometrów. Roch podjął męską decyzję i zawrócił, bo nie było sensu jechać i siedzieć pod płotem jak kołek.

Tak się złożyło, że Roch lasem dojechał do Chechła i chciał strzelić kilka fotek "candid" lachonów w bikini, ale doszedł do wniosku, że lubi swój aparat, a starcie z jakimś opalonym "karkiem" nie należy do tego, co Roch lubi robić. Pojechał więc do domu i tam zajął się swoim własnoręcznie zrobionym Arduino. Mikrokontrolery są fajne, szczególnie jak wszystko działa.

Na koniec Roch pragnie poinformować, że na dziś ma dosyć jakiejkolwiek aktywności i wszystko ma tam, gdzie ten wróbelek:


Roch pozdrawia Czytelników.

PS.
Jutro Roch dojedzie na lotnisko. Choćby miał na rzęsach stanąć.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza