niedziela, 14 sierpnia 2011

Lekkie XC

Normalnie niedziela jest ostatnim wolnym dniem, ale tak się akurat złożyło, że ta jest półmetkiem długiego weekendu i Roch postanowił to wykorzystać. Pojechał na Dolomity, żeby trochę pojeździć po krzakach, a że jeździł sam to był sobie panem. Te rejony zna lepiej niż własną kieszeń, ale to co zobaczył przerosło jego najśmielsze oczekiwania. Jakieś schody, jakieś ścieżki, jakieś drogowskazy w końcu jakieś ławki i jakieś punkty widokowe. W ostatni bastion swobodnego pedałowania wdarła się cywilizacja ze swoimi "udogodnieniami". Ścieżki, kiedyś pokryte błotem i gliną, wysypane zostały jakimś żwirem, w dodatku zostały ubite żeby lepiej się po tym chodziło.

Pora umierać, bo nie ma już gdzie jeździć; ostatnie miejsce, w którym można było rozpędzić się z górki i nie liczyć się z tym, że ktoś na końcu będzie robił zdjęcie kwiatka albo zostawi rower na środku zjazdu, a sam będzie palił papierosa zostało ucywilizowane. Żeby nie publiczny charakter bloga Roch wyraziłby swoje zdanie w bardziej dobitny sposób, ale nie wypada pisać, że to zwykłe sk***o. Jutro Roch pojedzie sprawdzić co zmieniło się na Suchej Górze, ale to już nie są Tarnowskie Góry, więc nie liczy się. Wypad udany, o ile można uznać, że jazda po prawie wyasfaltowanej drodze to cross country. Ślad z dzisiejszego rowerowania: Dolomity (i nie tylko).

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza