niedziela, 30 października 2011

Długi weekend – dzień drugi

Dobrej pogody ciąg dalszy. Dzisiaj była nawet lepsza niż wczoraj, więcej słońca i mniej wiatru. Roch szybko ogarnął obiad i zaczął wywoływać Koyota z lasu. Umówili się na stacji w Miasteczku Śląskim i stamtąd wyruszyli w dalszą podróż. Na początek trzeba było przedostać się w okolice Nowego Chechła bowiem plan wycieczki obejmował przejazd do Piekar Śląskich i do Świerklańca na rozgrzewającą kawę choć wcale zimno nie było, ale dobra kawa nie jest zła.

Po spożyciu kawy pojechali jeszcze raz do Nowego Chechła i tam się rozjechali. Roch chciał jeszcze dokręcić parę kilometrów, ale okazało się że wcale nie będzie to konieczne. Pod domem miał ich czterdzieści pięć; co prawda mógł dokręcić do pełnych pięćdziesięciu, ale nie chciało mu się. Koszulka zaczynała robić się mokra i mając do wyboru założenie suchej albo jeżdżenie w mokrej Roch wybrał oczywiście suchą i kolejną kawę w domu.

Robiąc kolejne kilometry Roch dochodzi do wniosku, że to już jesień jest. Wszędzie pełno spadniętych liści, a te które nie spadły to są żółte i też spadną. Ma to swój urok, bo można zrobić zdjęcie rowerowi w liściach, ale też zwiastuje nadejście zimy. Oby tylko następny długi weekend był jeszcze pogodny, rower ciągnie. Na zakończenie rower w liściach:

Rower w liściach

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza