poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wieczorny rower. Z Michaliną

Weekend minął (bo już poniedziałek mamy) bardzo intensywnie. W sobotę od rana Roch z Żonką i Michaśką zwiedzali chorzowskie ZOO. Michasia dzień wcześniej była w mini ZOO i tak jej się to spodobało, że chciała zobaczyć maksi ZOO, a najbliższe jest właśnie w Chorzowie. No więc spakowali torbę z ubraniami na zmianę, wózek, picie, jedzenie i resztę majdanu i mogli jechać. Po przyjeździe na miejsce zaczęli zwiedzanie.

Roch myślał, że takie ZOO to maksymalnie z dwie godziny i można się zbierać, a okazało się, że po dwóch godzinach byli dopiero w połowie zwiedzania. Roch zaczął marudzić, że chce mu się pić i jeść i że chce przystanku. W końcu znaleźli jakąś budkę z jedzeniem i zamówili dla Żonki zapiekankę, dla Michasi fryty i Roch zamówił sobie hamburgera. Bo miał ochotę. Jak dostał zamówienie ochota mu przeszła, ale siedem złotych poszło (parę gorszy więcej kosztuje Big Mac®) więc trzeba go zjeść. Koniec końców Roch dopchał się Colą i mogli iść dalej zwiedzać. Do zobaczenia zostały słonie, żyrafy, ptaki i pozostała połowa ogrodu. Ale Roch miał pełny brzuch i mógł chodzić z Michasią. Nauczeni ostatnią wizytą w parku chorzowskim tym razem zabrali wózek. Opłaciło się.

Kiedy wszystko było już zwiedzone, a Michasia padała ze zmęczenie dostrzegła ona jeszcze myszkę Miki wiszącą na jednym ze straganików. Okazało się, że aby ją dostać trzeba zestrzelić cztery motylki na strzelnicy. Roch z jego wadą wzroku miał małe szanse, ale dla dziecka podjął się wyzwania. Początkowo szło mu dobrze, czyli nie zastrzelił nikogo z obsługi. Ostatecznie udało się wygrać myszkę, ale Roch stracił prawie całą kasę jaką miał. Zostawił sobie jedynie na wyjazd z parkingu. No cóż, jednak z droższych myszek, ale uśmiech Michasi wszystko wynagrodził.

Mapka ze zwiedzania ZOO wygląda tak:



W niedzielę w pobliskim Złotym Potoku odbywało się Święto Pstrąga, czyli można było sobie zjeść smacznego pstrąga prosto z wody (takie było założenie) i przy okazji pospacerować po lesie i pobawić się na elektrycznych samochodzikach (to Roch z Michasią uwielbiają). Być może film z szalonej jazdy wpadnie na YouTube, ale Roch musi przemyśleć kwestię prywatności Michasi.

Nie mniej jednak kiedy przyszło do zamówienia obiadu okazało się, że Roch zamiast rybki wybrał
świeżego (oby) hamburgera i placek po węgiersku. Na pewno wszystko leżało obok tego sławnego pstrąga, więc to tak jakby zjeść rybkę. Michasia lubi rybki więc nie było z tym problemu. Po powrocie do domu Michasia poszła odpocząć, a kiedy wstała chciała iść na dwór pograć w piłkę i posiedzieć na ogródku.

Kiedy na zegarze pojawiła się godzina 2100 Michasia wpadła na pomysł, że będzie jeździła na rowerze. Początkowo Roch protestował, bo już późna godzina, ale za chwilę pomyślał:

"Zaraz, zaraz przecież jakby ktoś mi bronił roweru to bym się wkurzył!"

I Roch poszedł z Michasią na rower, ale z racji późnej godziny Roch zamontował jej oświetlenie, żeby była widoczna i bezpieczne i wyszło z tego coś zaje**go. Roch nie mógł nie napisać o tym na blogu. Miśka z oświetleniem na rowerze prezentowała się genialnie, zresztą co tu dużo pisać:



Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza