czwartek, 21 kwietnia 2016

A może by tak triathlon?

Tytuł dzisiejszej notki jest utrzymany raczej w formie żartu, ale kto wie, może ów niewinny żart jest początkiem czegoś całkiem nowego? Niemniej jednak po wczorajszym rowerze dziś Roch poszedł pobiegać. Wspomagany Googlowym planowaniem wiedział kiedy ma iść, ale nie wiedział gdzie ma biec. W końcu stwierdził, że chce zacząć od 3 kilometrów i wybrał w miarę oświetloną pętlę, która miała prawie założony dystans, a końcówkę, czyli 200 m dobiegał w około domu.

Szczerze mówiąc Roch myślał, że będzie większa tragedia; co prawda były miejsca w których Roch szedł, ale większość zaplanowanej trasy Roch przebiegł. Są jeszcze problemy z regulacją tempa biegu, ale powinno się to wszystko wyklarować jak Roch powtórzy i jeszcze raz powtórzy bieganie i wejdzie mu to w nawyk. Czyli po jakiś dwóch tygodniach. Na koniec biegania Roch stanął (stąpnął?) na niewidzialny kamień i stopa trochę niedomaga, ale do jutra wszystko powinno się wyklarować.

Idąc za ciosem Roch jutro powinien iść na basen; był już rower, dziś bieganie i do pełni szczęścia zostaje basen, ale jutro chyba się to nie uda. Rytmika czeka Rocha po pracy i pląsanie z Michaliną lub zabawianie Stasia, ale to też forma ruchu. Więc może basen w piątek? Roch musi sprawdzić zajętość basenu i kto wie, może właśnie zrodził się w nim przyszły triathlonista? Na zakończenie zapis śladu:

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza