niedziela, 5 lutego 2017

Miało nie być, a jednak Roch pedałował

W ostatniej notce Roch zarzekał się, że jeśli zacznie pedałować to dopiero w poniedziałek, bo w sobotę miał przerwę techniczną, a w niedzielę na pewno nie będzie mu się chciało. Koniec końców jednak Roch wsiadł na rower w niedzielę i dnia siódmego przepedałował kilometrów dziesięć. Bo dlaczego czekać do poniedziałku skoro można w niedzielę; ale tak prawdę pisząc to Roch wsiadł na rower po tym jak Żonka zeszła z niego (roweru, nie Rocha).

Tak więc kolejny etap wzajemnego motywowania rozpoczął się na dobre. Może nawet uda się wyskoczyć na jakieś wspólne pływanie o ile będzie z kim zostawić dzieciory. Powrót na siodełko wcale tak bardzo nie bolał, ale Roch ma świadomość, że jego nogi są dalekie od ideału o czym przekonał się jeżdżąc na nartach. Więc plan na kilka najbliższych tygodni to wzmocnić nogi i oczywiście zrzucać wagę. Jednak to jest ciężkie mając na uwadze, że w lodówce leżą frytki, fryteczki, frytunie.

Pozostaje więc trzymać je nadal w lodówce, a codziennie wsiadać na rower i pedałować. Może te frytki będą nagrodą na regularne pedałowanie, a może po prostu Roch je zje. Na zakończenie oczywiście zapis z "Centralnego Systemu Telemetrycznego":


Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza