środa, 11 marca 2020

Trochę się Roch poobijał

Tym razem to nie będzie notka z przymrużeniem oka, o tym że Roch poszedł pojeździć, coś tam zobaczył, a przy okazji porobił kilka zdjęć na swoje social media. Będzie całkiem poważnie o jednej, ale najważniejszej, rzeczy jaką każdy posiada. To jest głowa. Głowę ma się jedną, jak zrobi się jej krzywdę to albo staje się warzywem, albo powrót do zdrowia zajmuje sporo czasu i wcale nie ma gwarancji, że całość będzie działała tak jak przed urazem.

Dlaczego Roch o tym pisze? Ano dlatego, że w niedzielę został potrącony przez samochód, który wyjeżdżał z bramy i nie zachował szczególnej ostrożności. Roch wpadł na maskę, zsunął się z niej i przywalił głową w kostkę brukową. Przy okazji zgarnął też Żonkę, która jechała obok niego, ale miała więcej szczęścia. Gdyby nie kask, który Roch miał na głowie zapewne leżałby teraz w szpitalu z wstrząśnieniem mózgu albo czymś innym.

Na szczęście skończyło się na poobijanym barku, rozbitym kolanie i opuchniętym piszczelu i jednym dniu wolnym od pracy. No i kask pękł, ale to właśnie jego zadanie. Każdemu się wydaje, że kask to ma ładnie wyglądać, dobrze wentylować, ale tak naprawdę kask ma jedno zadanie. Ma przyjąć na siebie całą energię uderzenia i - jeśli to konieczne - ma pęknąć. Jeśli dzięki temu głowa, zdrowie albo i życie zostaną ocalone to jest to naprawdę znikoma cena.

I pamiętajcie: jeśli rower to tylko w kasku. Dobrze dopasowanym, dobrze wyregulowanym i dobrze założonym. Tylko wtedy mamy pewność, że w razie wypadku spełni on swoje zadanie. Rocha kask swoje zadanie spełnił, przeszedł do historii jako bohater.


R.I.P Kasku.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza