sobota, 19 września 2009

Weekend na lotnisku - dzień drugi.

W naturze musi być równowaga dlatego wszystko ma swoje przeciwności, dzień ma noc, słońce ma księżyc, plus ma minus, zenit ma nadir, przypływ ma odpływ, przyloty mają odloty. I właśnie tego ostatniego doświadczył dziś Roch. Planując drugi wypad na lotnisko spisał godziny przylotów i odlotów, tak aby nie dać się zaskoczyć. Wiatr znowu sprzyjał lądowaniom, ale jakoś nic nie chciało "usiąść" na 27.

Co gorsze zebrało się sporo gapiów w swoich super samochodach, które zostały zaparkowane tak, że jakiekolwiek zdjęcie kończyło się kolekcją samochodów i tłumem ludzi pod płotem. Roch zaczął wątpić w to, czy cokolwiek dziś "ustrzeli", a nawet gdyby to i tak trzeba kadrować żeby pozbyć się zakłóceń samochodowych.

W końcu, po godzinie narzekań Roch spakował się i pojechał do domu, bo nie było co stać i oglądać jak pod płotem stoi sznur samochodów. Drugi dzień nie należy do zbyt udanych, ale tak to już jest i równowaga w naturze musi być zachowana. Jutro trzeci dzień i miłe spotkanie w planach, ale o tym jutro.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza