piątek, 30 kwietnia 2010

Lotnisko, a jednak się udało

Po długich dyskusjach i ustaleniach ze swoim Guru Lotniczym zostało ustalone, że piątek jest dniem regeneracji i jedziemy na lotnisko. Roch chciał zabrać aparat z sobą, ale ostatecznie wybrał się bez niego lecz z planem, że jeden dzień majówki "poświęci" na lotniskowy foto wypad. Pod bramą lotniska Roch zaobserwował dwa lądowania i jeden start, a więc wizyta była udana.

W drodze powrotnej Roch miał cały czas pod wiatr, a w okolicach mostu na Brynicy minął go znajomy samochód, Roch machał, ale jeszcze jest wolniejszy od samochodu. Pozostało pedałować dalej i walczyć z wiatrem, który nie chciał zmienić kierunku i utrudniał mu pedałowanie.

Majówka zapowiada się ciekawie i są szansę, że Roch ponownie wsiądzie do pociągu (nie)byle jakiego i będzie ściskał w dłoni siodełko, ale to się okaże, bo póki co jest dziura budżetowa, w której dna nie widać, a Roch zamówił kolejny rowerowy bajer.

Koniec miesiąca, a więc pora się chwalić, bo już jest czym. W kwietniu udało się wypedałować całkiem okrągłą liczbę 555 km, co Rocha niezmiernie cieszy, a to dopiero początek. Więcej można zobaczyć po kliknięciu na link:
Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza