poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Dzień #8: za dnia, jak człowiek

Zaległa notka, ale wczoraj rower był jak najbardziej. I udało się (w tym miejscu powinny być fanfary i wiwaty) pojeździć w dzień i pojechać w lubianym kierunku, czyli do Las(k)u Aniołowskiego. I tak się złożyło, że Roch znalazł tam całkiem niezłą dróżkę. Zdjęcie obok, a na końcu panorama i może — o ile udał się — film na Youtube. Tak więc w końcu Roch poszedł pojeździć za dnia, ale jeżdżenie w nocy ma swój ogromny plus: nie ma ruchu, nie ma ludzi chodzących gdzie tylko się da i można spokojnie przejechać się nie myśląc z innych.

Kokardki w sumie nie było, ale też Roch tylko częściowo jechał swoją stałą trasą. Później to już pedałował na zasadzie "a może tu skręcę". Zazwyczaj udawało się trafić na jakiś fajny kawałek ścieżki rowerowej aż w końcu Roch zawinął się do domu, gdzie dopadł go grill i tym samym to co spalił to z powrotem przyjął, a i pewnie nawiązka się trafiała, ale jak to mówią "karma zawsze wraca". W tym przypadku dosłownie. Karma.

Po powrocie zasiadł na fotelu i czekał aż Michalina wstanie, ale ta twardo ciągnęła ze spaniem. Wstała dopiero o 1800 i można było iść na rower. W końcu Michalina też lubi sobie pojeździć, a Staś wybrał inny środek transportu, ale o tym będzie niebawem. W sumie można już zacząć ostrożnie podsumowywać akcję SięMotywuję. O ile nie udało się zrealizować pełnych piętnastu dni pedałowania, z różnych powodów, czasem z lenistwa, a czasem pogoda nie dopisała to Roch i tak uważa to za sukces. Zrzucenie pokaźniej liczby kilogramów, poprawa kondycji (górki już nie bolą końcówek włosów) a i chęć do dalszego jeżdżenia jest. No i licznik się okazał fajną sprawą, ale o tym też może w krótce będzie. I na sam koniec, ale w cale nie jako ostatni: blogasek jakby odżył, a Rochowi zachciało się blogaskować. Na zakończenie obiecany filmik:


I dodatkowo jeszcze śladzik, bo jakoś tak Rochowi zawsze włączy się telefon:

I panorama jeszcze, ale to już koniec:


Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza