sobota, 31 maja 2008

Suwacz

Wczesnym rankiem Roch siedział już w Megi i gnał do Chorzowa. Nie ma sensu tego opisywać, ale warto zaznaczyć, że w drodze powrotnej Roch przegrał wyścig z Ferrari F430. Wykazał się słabym refleksem, spóźnił się z redukcją i konie spod maski Megi poszył w powietrze. Kierowca Ferrari wykorzystał spadek mocy w Megi i z ledwością wyprzedził pędzącego Rocha. Zapis na końcu notki w postaci filmu.

Poza tym wypadkiem, Roch był na rowerze. Z Nosiem. Pojechali na Pniowiec, ale Roch całą drogę nie mógł przeboleć, że dał się wyprzedzić. Na Pniowcu spożyty został napój energetyzujący Strong, niestety ciepły, ale nie ma co narzekać.

W drodze powrotnej Roch "zajrzał" do Sylwii. I to było powodem tak późnej notki na blogu. Podczas wizyty w Rochowej głowie zrodziło się słowo suwacz, które powstało z połączenia ścigacza i suwania (nie posuwania!).

Roch nie będzie się rozpisywał, ale dzień został spędzony miło - szczególnie końcówka dnia nie została zmarnowana.

Roch pozdrawia Współtowarzysza jak i pozostałych Czytelników.

P.S: aaaa Roch by zapomniał - obiecany filmik. Niestety, bolesna to porażka dla Rocha, a wystarczyło zredukować i Ferrari zobaczyłoby tylko dupkę Megi i poczuło zapach 95 oktanów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza