niedziela, 18 maja 2008

Coś jak melanż

Coś tknęło Rocha i poszedł z Nosiem na rower. Do kompletu brakowało tylko Michała, który nie mógł wyjść na rower, niestety. Nie mniej jednak Roch z Nosiem pojechali na Dolomity i tam odbili na Repty. Całą drogę Nosiu straszył, że kupi "połówkę i popychacz", ale Roch za dobrze go zna żeby w to uwierzyć.

Z Rept pojechali na Pniowiec i tam spożyli napój energetyzujący. Niestety Nosiu nie załapał przenośni i kupił jakiegoś tam Tigera z kofeiną, który nie dość, że nie pobudził Rocha to jeszcze ciężko wchodził pomimo popychacza pod postacią czekolady. Nie ma co się dziwić - po Prawdziwym Napoju Energetyzującym (TM) Nosiu rozczula się i robi głupie rzeczy.

Z Pniowca, w lekkim deszczu, wrócili do Tarnowskich Gór gdzie zalegli na Rynku. Niebo coraz bardziej zachodziło chmurami, z których co rusz kropił deszcz. Był to znak żeby zbierać się do domu. Pod samym domem lunęło z całej pary, a właściwie z całej chmury.

W garażu Nosi zaproponował spożycie jakiegoś napoju, ale znowu nie trafił w gust Rocha. Mimo, że etykieta zachęcała do spożycia to jednak kolor napoju odrzucał Rocha od gwinta.

Zresztą po spożyciu napoju ciężko byłoby napisać cokolwiek z powodu ciemności jaką by Roch ujrzał. W nocy ciężko trafić w małe klawisze laptopa.

Skończyło się na kulturalnym podziękowaniu za poczęstunek i powrocie do domu.

Zmoczony Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza