środa, 17 czerwca 2009

Idzie lato. W końcu

W końcu można wyjść na rower nie patrząc w niebo, nie wychodząc na balkon i nie martwiąc się, że zaraz spadnie deszcz, a tu nie ma gdzie się schować. Pogoda poszła po rozum do głowy, spojrzała w kalendarz i stwierdziła, że pora dać taką pogodę jaka w czerwcu być powinna, czyli ciepło, słonecznie, prawie bezwietrznie, z niewielką ilością chmurek, aż chciał się Rochowi wyjść na rower. I wyszedł.

Roch pojechał na Dolomity i tam jeździł po górkach. Z racji swojej “zniknionej” kondycji częściej wjeżdżał pod górkę, a zjeżdżał tylko z konieczności żeby móc znowu wjechać. To najlepszy sposób na odzyskanie kondycji i zrzucenie paru, zupełnie zbędnych, kilogramów. Potem przeniósł się na Repty i tam też atakował wszystkie górki. Efekt tych ataków Roch odczuwa w nogach, ale to “plus dodatni” wjeżdżania pod górki.

Jutro kolejny dzień “pod górkę” i wcale nie chodzi, o przeciwności losu.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza