sobota, 5 listopada 2011

Rowerowy początek listopada

Długi weekend przeszedł już do historii, trzy dni pracy spowodowały, że Roch czuje się jak niedopity, bo ledwie zaczął pracować to już mu się zrobił kolejny weekend i w sumie nic nie zrobił konstruktywnego, tylko siedział i dumał. W końcu jednak przyszła sobota i Roch pojechał do zaprzyjaźnionego Adventure żeby zakupić nowy komplet łatek, bo została mu tylko jedna sierotka, a Roch zwykł łapać dwie dziurki za jednym zamachem.

Popołudniu Roch był gotowy do jeżdżenia, ale nie było nikogo z kim mógłby pedałować. Więc wetknął wtyczkę słuchawek do telefonu i ustawił ulubioną muzykę. Dzięki temu miał większe szanse na to, że przejedzie więcej niż dwadzieścia kilometrów, czyli do Świerklańca i z powrotem. Dobrze mu się pedałowało, więc z rzeczonego Świerklańca Roch pojechał do Piekar Śląskich, tam wjechał na kopiec i pojechał dalej do Radzionkowa. Kilometrów było wciąż mało więc Roch uderzył jeszcze na Dolomity i w końcu czuł zadowolenie z wyniku.

Z wynikiem 37 kilometrów wrócił do domu choć chciało mu się jeszcze jeździć to zbliżał się wieczór. Taka pora roku, że o 16:00 robi się ciemno. Z wypadu powstał ślad GPS, który wygląda na poprawny. Chyba ostatnia aktualizacja poprawiła zachowanie programu, bo nie rysuje już prostych kresek, a i prędkości zazwyczaj się zgadzają. Zainteresowani mogą kliknąć: Listopadowa przejażdżka.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza