niedziela, 5 lipca 2020

W końcu pogoda się poprawiła i wpadło parę kluczy

Po miesiącach opadów, zachmurzonego nieba i temperatury raczej nie wakacyjnej w końcu zrobiło się pogodnie i tak ja to w lecie powinno być. Tak aura sprzyja dwóm rzeczom: po pierwsze to baseonowanie dzieci, czyli harce w basenie "za domem". Z taką przydomową pływalnią żaden COVID nie straszny.

Druga rzecz to oczywiście rower i tutaj Młody nie daje za wygraną, twardo pedałuje po trzy razy dziennie w swój ulubiony teren. Dziś na przykład, jak przystało na niedzielny poranek był dłuższy wypad. Rano jeszcze temperatura była znośna, więc można było jechać gdzieś dalej, później byłoby to już nie możliwe. I tak rano cała czwórka przejechała 10 kilometrów w terenie, podjazdów też było sporo, a i komary nie dawały za wygraną.

Później w ramach ochłody było wodowanie w basenie. Popołudniu obowiązkowa wizyta u dziadziusia i babci i tutaj Roch z Żonką mieli czas dla siebie. I poszli na rowery trochę popedałować w samotności, a w zasadzie bez dzieciorów, bo one wizytowały dziadków. I tak początkowy plan był żeby dojechać do Olsztyna (tego jurajskiego), ale wieczorem było jeszcze zaplanowane ogródkowe ognisko z dzieciorami więc trzeba było skrócić dystans.

I tak standardowy wypad na Blachownię, tam próba znalezienia wolnego miejsca na zjedzenie hamburgera, ale jak zawsze to się nie udaje, więc bez większych postojów powrót do domu. I kiedy już Roch myślał, że rower może odstawić to przyszedł Młody i powiedział, że chce jeszcze zrobić wieczorną rundkę. I tak z pedałowania koło domu zrobiło się kolejne poważne pedałowanie. Młody, jeśli chodzi o rower, jest nie do zdarcia, ale to dobrze.

* * * *

Cały weekend byłby pod wielkim znakiem zapytania gdyby nie szybka i sprawna reakcja na to co się stało w piątek, a w zasadzie co zaczęło się dziać w piątek. Otóż tylne koło coś zaczęło "chrupać", więc Roch zdjął koło i okazało się, że piasta się rozkręciła. Czasem tak się dzieje, ale prawie zawsze udaje się to naprawić. Jednak tym razem trzeba było dokręcić ją od strony kasety, a to wymagało jej zdjęcia, a do tego Roch nie miał kluczy. 

W sobotę serwisy rowerowe też nie specjalnie pracują, a te co pracowały miały "grafik napięty" więc Rochowi pozostało albo znaleźć klucze, albo pogodzić się z tym, że będzie pedałował z rozkręconym kołem. Klucze szybko udało się kupić i jeszcze szybciej udało się naprawić usterkę i dzięki temu weekend był rowerowy. Od wczoraj Roch postanowił, że skompletuje sobie własny amatorski warsztat rowerowy, a zakup trzech pierwszych kluczy był dopiero początkiem.

Kolejny będzie stojak serwisowy i obcinaczki do linek, bo Młodemu trzeba zrobić mały serwis roweru, więc trzeba kupić kolejne narzędzia. I tak początkowo pewne koszty trzeba ponieść, ale później będą oszczędności na zewnętrznym serwisie. Jedynie super ciężkie przypadki będą lądowały u zaprzyjaźnionego W.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza