wtorek, 22 lipca 2008

Nieoczekiwana zmiana planów

Początkowo Roch poszedł na rower nie mając pojęcia, że wieczorna część dnia została zaplanowana. Z tym brakiem świadomości Roch pojechał na Repty i na Dolomity. Tam spędził trochę czasu, pojeździł, pstryknął kilka zdjęć i wrócił do domu.

Uważając, że rowerowy dzień został zakończony zasiadł do komputera i rozleniwił się. Jednak Koyocik zaproponował wspólny wypad na pączki co Rocha niezmiernie uradowało bo w końcu jest z kim zjeść dorodnego pączka, a i okazja nadarzyła się bo właśnie pękło 6000 kilometrów w tym roku.

Tak więc Roch z Koyocikim pognali w kierunku pączków. Na miejscu ustawili się w długiej kolejce i cierpliwie czekali. Po dłuższej chwili myśleli, że już są u celu gdy panie stojące przed nimi rozpoczęły zamawianie.

- No to tego poproszę.. - Zamawiały.
- ..i tego.. o i tego.. albo nie tamtego.. - Grymasiły.
- .. a to co to jest?.. aa to nie.. i to ciastko jeszcze - Nie dawały za wygraną.

Roch gotował się, mało co nie wyjął pompki i nie zdzielił tych niezdecydowanych bab. W końcu nadeszła tak chwila.

- Poproszę dwa z czekoladą i jednego z lukrem - Powiedział Koyot.
- A dla mnie cztery z czekoladą - Powiedział Roch.

Niestety, dla Rocha, rodzina wywęszyła gdzie on wymyka się wieczorem i również sobie zażyczyła. Tak więc dystans, hmmm, został objedzony pączkami. I dobrze bo takie cymesy należy zjadać w zacnym towarzystwie.

Roch pozdrawia Koyota i Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza