środa, 24 lutego 2010

Zagubiony w czasoprzestrzeni

Zerwał się Roch z samego rana, nim kur zapiał, bo był umówiony i nie wypadało się spóźnić. Spojrzał na zegarek i szybko oszacował na co może sobie pozwolić. Jako, że do godziny 900 zostało ledwie trzydzieści minut Roch mógł sobie pozwolić na śniadanie, doprowadzenie siebie do jako takiego stanu wizualnego, ale komputer nie wchodził w grę, bo to straszny pożeracz czasu i mogłoby się okazać, że na sprawdzeniu poczty mogłoby się nie skończyć. Na końcu dopiero spojrzał w kalendarz i stwierdził, że dziś dopiero środa, a nie czwartek i całe te szaleństwo można było przełożyć na jutro.

Z planów inauguracyjnych też nic nie wyszło, pewnie dlatego, że Roch – nie mając co robić – poszedł spać i nie pojechał na lotnisko. Z drugiej zaś strony może rozpoczęcie wizyt na lotnisku odbędzie z przytupem, bo pojawiła się informacja, że niedługo ma lądować An-124 Rusłan, więc może uda się go upolować, bo Mriję Roch przegapił, ale wtedy nie wiedział, że takie coś jest.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza