sobota, 17 lipca 2010

Mglisto i chłodno. Jednym słowem fajnie

Kolejny poranny wypad już za Rochem. O ile wczoraj próbował obudzić się bez dopalacza w postaci budzika, o tyle dziś już wspomógł się tym sprytnym urządzeniem, żeby nie zaspać jak wczoraj. Wczoraj też mógł iść na rower, ale godzina 900 nie jest tak atrakcyjna jak 500.Żeby nie zasnąć nad kierownicą, ale też żeby nie słyszeć skrzypiącego łańcucha Roch zabrał z sobą mp3grajka, a w nim same hity, które miały spowodować naturalny doping i orzeźwienie. Najlepiej pedałowało się przy Louis Armstrong - We Have All the Time in the World.

Dziś Roch zapragnął odwiedzić lotnisko wczesnym rankiem. W lesie mgła, wilgoć, rosa i chłód, czyli to, co Rocha kręci najbardziej szczególnie w takie upały jakie są popołudniami. Na płycie było pusto, ale za to pas startowy ładnie przykryty mgiełką, szkoda, że Roch nie jechał z aparatem, ale jutro też jest dzień, więc może będzie okazja pojawić się tam ponownie.

Droga powrotna upłynęła pod znakiem pustej, szerokiej i czarnej drogi, która Roch sunął, a łańcuch skrzypiał coraz bardziej. Po drodze spotkał grupkę pedałujących w przeciwną stronę, więc poranne wypady nie są odkryciem Rocha, ale więcej ludzi wstaje z kurami i wsiada na rower. Jutro też jest dzień, a właściwe to wczesny poranek, bo za dnia Roch już nie planuje jeździć.

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza