W końcu, po wielu dniach męczarni, nadeszło upragnione przez Rocha ochłodzenie, a wraz z nim przyszły też chmury i lekki deszcz, ale po takich upałach nie ma sensu liczyć na to, że nie będzie padało. To akurat nie przeszkadza Rochowi, bo deszcz też jest potrzebny (w rozsądnych ilościach). Korzystając z chłodniejszego dnia Roch wyskoczył na rower, ale wpierw musiał znaleźć jakąś chętną duszę, która chciałaby z Rochem pojeździć. Niezastąpiony okazał się lotniczy guru i Przyjaciel w jednej osobie.
Jako, że Roch nie podziela jego pasji do stromych podjazdów na początku trochę oponował przed wjeżdżaniem, ale w końcu zaliczył kilka podjazdów. Pierwszy z nich był za Zbrosławicami, a drugi gdzieś w okolicach Miedar. Stamtąd pojechali do Pniowca i przez las wrócili, bo zaczynało się chmurzyć, a kilkanaście minut później rozpadało się.
Roch pozdrawia Czytelników.
Czyli zapiski cudownego dziecka dwóch pedałów
Upragnione ochłodzenie
Opublikowane przez: Roch Brada
dnia lipca 18, 2010
Etykiety:
Miedary,
Rybna,
Wilkowice,
Zbrosławice
Komentarze:
Dodaj komentarz