sobota, 21 sierpnia 2010

Sheriff

Nadszedł weekend i trzeba było przejechać parę kilometrów, żeby nie zapuścić korzeni w domu. Jednak, aby przejażdżka nie była nudna Roch musiał znaleźć jakiegoś towarzysza, który dotrzymałby mu towarzystwa, bo w grupie jest raźniej. W końcu udało się odbyć wspólny wypad, początkowo we dwójkę, a ostatecznie we trójkę, bo tuż po starcie dojechała jeszcze jedna osoba i było już całkiem miło. Na początek Roch przejechał się na Chechło, a stamtąd do Świerklańca i Piekar Śląskich. Jeszcze tylko wizyta w Radzionkowie i można wracać do domu.

Jeśli o kilometry chodzi to Roch nie wie, bo licznik wziął i zepsuł się, co – poniekąd – jest dobre, bo Roch nie ma funduszy na nowy, a to znowu wymusza jazdę bez licznika, czyli statystyki przestaną być najważniejsze i Roch odnajdzie przyjemność z jazdy na nowo. Do pomiaru pozostał puls, ale to Roch będzie notował, bo warto wiedzieć jak zmienia się kondycja i średni puls wraz z upływem sezonu. Jeśli dobrze pójdzie, to Roch na zawsze pożegna się z tym diabelskim urządzeniem, które zostało nazwane licznikiem rowerowym.

Na zakończenie Roch pochwali się kolejnym cymesem, który trafił mu się w okolicach domu. Fajny samochód, amerykan z krwi i kości i marzenie Rocha, które – jak się dorobi – to zrealizuje, bo amerykańska motoryzacja od zawsze Rocha fascynowała i zawsze chciał jeździć takim “potworem”. Na zdjęciu, najprawdopodniej, Ford LTD, produkowany w latach 1969 – 1972. Marzenie jednym słowem.

Ford LTD
Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza