poniedziałek, 19 stycznia 2015

Mokry rower

Zgodnie z tym co Roch sobie postanowił weekend upłynął pod znakiem aktywności fizycznej, także tej związanej z rowerem, ale sobota była wodna. Roch z Rodzinką wybrali się do kolejnego aquaparku, tym razem do Kleszczowa, gdzie całkiem fajny kompleks basenów kusił Michaśkę. Koniec końców dziecko od 4-ego miesiąca życia regularnie moczy się w wodzie, więc byle jaki basen jej nie zadowoli. Wypad okazał się strzałem w dziesiątkę, a niemalże dwugodzinny pobyt był dla Michalinki ekstra sprawą. Standardowo później odsypiała wodne szaleństwa przez całą sobotę i niedzielę.

Niedziela z kolei należała do Rocha i jego roweru; kiedy Michasia poszła na popołudniową drzemkę, a Żonka zabrała się za prasowanie, Roch zabrał się za jeżdżenie. Celem jego było 25 kilometrów, ale ostatecznie udało się przejechać tylko 21 km. A to dlatego, że jakiś buc w Passacie specjalnie wjechał w kałużę i ochlapał całego Rocha, a z mokrymi spodniami i kurtką ciężko się jeździ. Na szczęście Roch dojechał buca i wygarnął mu. Jednak siła roweru jest większa niż samochodu.

Początkowo Roch chciał wrzucić zdjęcia buca i numer rejestracyjny, ale buc nie jest wart tego. Szkoda Rochowi czasu na roztrząsanie tego, było minęło, ale następnym razem może się zastanowi nad ewentualnymi konsekwencjami swoich czynów, bo rowerem jednak da się dogonić samochód (dla Rocha przepisy drogowe w tym momencie były płynne. Bardzo.) Niemniej jednak wypad, poza tym incydentem, był całkiem fajny, a i już powoli widać efekty jeżdżenia, kondycja wraca.


Roch cały czas pisze o swoich postanowieniach Noworocznych, których się trzyma. Dziś rano udało się zrealizować kolejne. Być może więcej napisze Jacek na poczochranych, ale męczyła go jedna sprawa, która tkwiła w zawieszeniu, ale od jakiegoś czasu Roch chodził jakby nieobecny. Koniec końców dziś Roch zebrał się na odwagę i załatwił to co nie dawało mu spokoju osiągając przy tym stan spokoju. Czasem niektórych spraw nie wolno zostawiać samym sobie bo później ciążą nam.

Nie mniej sorry Michał, że Cię obudziłem, ale musiałem.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza