czwartek, 15 stycznia 2015

Urlop rowerowy lub rower urlopowy

Dziś był sądny dzień. Nie dla Rocha, ale dla Żonki, która miała dziś wizytę u zębologa; miał on za zadanie usunięcie ostatniej ósemki.  Dla Rocha oznaczało to tylko tyle, że dziś Michasia ma dzień tatusiowy, bo Żonka może być niedysponowana. Na szczęście twarda z niej sztuka i nie dała się tak łatwo, więc Roch miał 1,5 godziny dla siebie ponieważ Michalinka poszła spać. Jak wykorzystać wolny czas będąc na urlopie?

Oczywiście! Można wsiąść na rower i przejechać się kawałek dla sportu, zdrowia i przyjemności. Roch zatem wsiadł na rower i postanowił, że utrzyma trend wzrostowy przejechanych kilometrów. W ostatniej notce było ich całe czternaście, więc nie mógł zejść poniżej tej liczby, ale przejechanie tylko piętnastu też nie wchodziło w grę ponieważ postęp to żaden. Wydłużył zatem trasę aż do dwudziestu kilometrów tak żeby co wyjazd robić o pięć kilometrów więcej.

Pogoda super, aż chciało się jeździć. Kiedy Roch siedzi w pracy to czasem patrzy w okno kuchenne i mówi do siebie "pojeździłoby się", a jedyne co zostaje to patrzenie w okno i widok parkingu. Teraz miał niepowtarzalną okazję wcielić w życie "pojeździłoby się", ale co z tego, jak popołudniu wracając ze sklepu Roch z Rodzinką wjechali do "Maka" i Roch nażarł się. Ale to ostatni raz. Michaśka nie lubi hamburgerów. Na szczęście. Ale za to jest zabawka dla Rocha. A i pierwsza słit focia z lustrem też jest zrobiona. Ogólnie Happy Meal nie przypadł Michalince do gustu, poza soczkiem jabłkowym. Nawet z okularów więcej uciechy mieli Roch i Żonka.

Tak czy inaczej Roch zapchał się fast foodem skutecznie i pewnie kalorie spalone na rowerze wróciły do niego podwójnie, ale dla tych okularów warto było. Słit, nieprawdaż? Na zakończenie, zapis śladu na Stravie:


Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza