środa, 13 sierpnia 2008

Sykło i uciekło

Roch postanowił, że pojedzie w las pojeździć po czymś innym niż asfalt. W tym celu udał się na Dolomity i tam postanowił, że zakończy rowerowy dzień. Zazwyczaj Roch nie spogląda pod koła ponieważ Bomberek wybiera nierówności, ale Roch coś tknęło i spojrzał pod przednie koło, który właśnie przejeżdżało po ogonie jakiejś małej żmijki lub innego zaskrońca.

Wygrzewa się to to na środku ścieżki jakby nie mogło sobie znaleźć bardziej ustronnego miejsca, a później jeszcze syczy na człowieka jak ten niechcący przejdzie po ogonie. Roch nie miał zamiaru dyskutować i pognał czym prędzej przed siebie.

Nie zatrzymywał się nigdzie, gnał przed siebie, aż wyschnął mu Buff na głowie. Zatrzymał się dopiero pod Dobieszowicami. I tak z rekreacyjnego wypadu do lasku zrobił się wypad do Dobieszowic i Świerklańca.

Dziś jednak Roch nie ustrzelił żadnego zdjęcia pośladków, ale z to cyknął rodzynka ortograficznego:

Roch nic nie chce spszedać, ale chce pozdrowić Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza