poniedziałek, 11 sierpnia 2008

Kłody pod nogami

I wcale nie będzie o kaprysach pogodowych, a raczej programowych. Rochowy komputer odmówił posłuszeństwa, a właściwie to Vista przestała chcieć współpracować z Rochem. Ten bez chwili zastanowienia wpisał to co każde dziecko zna na pamięć i już po 40 minutach komputer posiadał nowiutki system.

Później przyszła pora na aktualizacje, konfiguracje, a jeszcze Roch chciał wyskoczyć na rower. Dlatego podzielił sobie wszystko na określone kawałki dnia i dzięki temu już o 1400 był na rowerze. Wraz z Nosiem pojechali na Świerklaniec, a później do Wymysłowa i Dobieszowic.

Z Dobieszowic wypadało jechać na Kopiec, a stamtąd na Księżą Górę. Tam Roch chciał się popisać i mało co nie wpakował się w jedyne stojące drzewo. Przypadkowo wjechał na korzeń, który podbił Rochowy rower, który to rower stracił kontakt z podłożem przez co stał się niesterowny.

Gdy Roch tak leciał w powietrzu zastanawiał się, czy kolejne spotkanie z drzewem będzie tak samo bolesne jak poprzednie. Czuł, że jednak trochę zaboli chociaż drzewo nie było specjalnie grube. Gdy już koła otrzymały względną przyczepność Roch rozpoczął hamowanie. Jednak, tutaj kłania się doświadczenie motoryzacyjne, nie zablokował kół żeby znowu nie stracić upragnionej przyczepności. A drzewo się zbliżało.

W końcu, jakiś metr przed drzewem, udało się zatrzymać szalejący rower i Roch nie musiał sprawdzać, czy będzie bolało, czy nie.

Po tych doznaniach Roch udał się na Dolomity i wrócił do domu. W normalnej sytuacji Roch zasiadłby do komputera i rozpoczął pisanie kolejnej, nudnej, notki, ale nie wczoraj. Do zainstalowania pozostał Service Pack 1 dla Visty bo bez niego nie da się korzystać z systemu. Godzina z głowy, a później Mama Roch zapragnęła pączków.

Trzeba było się ubrać, wsiąść do Megi i jechać do pączkodajni. Wrócił o 21sup]00 to już nawet nie chciało mu się włączać komputera.

Na koniec Roch:

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza