wtorek, 25 grudnia 2007

Zbędne kilogramy

Jak to jest, że wszystko co wchłaniamy gdzieś się odkłada. Taka światła myśl naszła Rocha, gdy wstał rano i spojrzał do lustra. Brzuch w kształcie jakby bardziej kolistym, w każdym razie znacząco uwydatnił się. Niektórzy twierdzą, że dobry koń powinien stać pod dachem, ale bez przesady.

Pora na zrzucanie zbędnych kilogramów. Oczywiście na rowerze. W okolicach 1000 zszedł na dół i rozpoczął rowerowanie. Pierwsze rozczarowanie (o proszę, jaki rym) nadeszło na zakręcie, który wziął i pokrył się lodem. Rower lekko uciekł w bok, ale sytuacja szybko została opanowana.

Celem były Dolomity. Przed samymi Dolomitami Roch spotkał Zbyszka (znanego również jako banan), z którym zamienił kilka słów.

- Oooo cześć - Powiedział Roch.
- Cześć, gonisz chłopaków? - Zapytał Zbyszek.
- A co jeżdżą? - Zdziwił się Roch.
- Tak, przecież dziś pierwszy dzień Świąt - Uświadomił Rocha Zbyszek.
- Aaa no fakt. Dobra gonię ich. 3maj się - Powiedział Roch.
- Cześć - Odpowiedział Zbyszek.

Roch postanowił, że poszuka chłopaków bo to zacna grupa, chociażby ekipa z Adventure i kilku(nastu) innych rowerzystów. Jednak poszukiwania nie udały się. I Roch samotnie pojeździł na Dolomitach. Z Dolomitów Roch pojechał na Repty i tam dokończył jeżdżenie.

W okolicach 30-ego kilometra zrodził się pomysł, aby udać się do domu, zjeść coś lekkiego i ponownie wybyć na rower. I tak też się stało. W między czasie Roch polansował się z Nosiem, który dostał przepustkę i jest w domu.

****

Drugie starcie rowerowe było krótsze niż pierwsze, ale udało się zrobić 20km, dzięki czemu ogólnie wyszło 50km. Roch pojechał ulicą na G w kierunku Pniowca i wrócił tą samą drogą.

Ogólnie już jest około 8300km i do 31 grudnia pewnie będzie 8500, bo na 9000km nie ma co liczyć (w tym sezonie).

I na tym koniec.

Roch pozdrawia Wszystkich.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza