czwartek, 19 czerwca 2008

Jak codzień

Cóż tu dużo pisać - Roch był na rowerze. Żadna to nowość bo od początku pisania tego pamiętnika Roch stara się wykreować na kolarza. Jak mu to wychodzi to już nie jemu oceniać. Koniec tych filozoficznych wycieczek.

Zgodnie z wczorajszymi zapowiedziami Roch pojechał na Dolomity sprawdzić oponkę, ale na miejscu doszedł do wniosku, że jedyne co może sprawdzić to amortyzator bo wyboje takie, że włos Rochowi zjeżył się łydkach.

Zrezygnował z testów i pojechał na Repty. Tam pomykał między wycieczkami szkolnymi, które usilnie zwiedzają sztolnie z nadzieją, że coś w tej ciemni zobaczą. Po 25-u kilometrach Roch wrócił do domu gdzie czekała na niego kawka, po której nabiera jeszcze większej ochoty do jazdy.

Po spożyciu Roch udał się na Pniowiec, spokojnie pedałując laskiem dojechał do celu. Tam pozostało opracować drogę powrotną i zrealizować ją. Będąc prawie pod domem Roch zauważył pyrkający, bliżej niezidentyfikowany pojazd, który wolno sunął po drodze.

Na tyle wolno, że Roch zdążył uruchomić aparat i walnąć fotę:

I tym motoryzacyjnym akcentem Roch kończy dzisiejszą notkę.

P.S: aaaa licznik Rocha wskazał 4500 kilometrów.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza