piątek, 29 stycznia 2010

Półmetek akcji “Rower 2010”

Stało się to, co Roch zapowiadał od dłuższego czasu, ale po kolei. Piątek, jak reszta dni tygodnia zalatywała nudą. Chcąc to zmienić Roch postanowił, że założy nowe opony na obręcze, bo wszystko leży i przeszkadza. Skoro już Roch zdjął opony to wypadało umyć obręcze, bo te porosły trzyletnim błotem. Po dłuższej chwili moczenia kół w wodzie, Roch wyszedł trzymając tryumfalnie czyste obręcze w górze. Potem wystarczyło je wysuszyć i można było zakładać opony.

Później Roch stwierdził, że skoro już moczy się w wodze to trzeba w końcu umyć ramę. Najpierw jednak trzeba było zmiękczyć błoto żeby nie porysować lakieru. Po dziesięciu minutach można było ją namydlić i wyszorować. Po wielu latach Roch był w stanie przeczytać numer seryjny ramy, a także napis “Author”, który znajduje się na dolnej rurze. Ukazały się także zadrapania, obicia i odpryski, ale pęknięć na szczęście nie ma. Później tylko suszenie i wcieranie wosku żeby się ładnie błyszczało. Jak szaleć to na całego.

Jednak w tej beczce Roch dostrzegł łyżkę, a właściwie dwie, dziegciu. Po pierwsze to niepokojący opór sterów, który może sugerować ich kres, ale to okaże się jutro (lub w poniedziałek) jak Roch wybierze się do zaprzyjaźnionego Adventure. Druga łyżka dziegciu to cykloza wagowa, której Roch się nie spodziewał. Korzystając z tego, że rower jest rozłożony na czynniki pierwsze Roch zważył każdą część, po czym uwzględnił wszystkie wyniki w swoich statystykach.

Na zakończenie zdjęcie ramy, czystej ramy:

Roch pozdrawia Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza