niedziela, 13 kwietnia 2008

Cuda nad cudami

Roch, wraz z Michałem i Nosiem, pojechali na Pniowiec. Na miejscu rozsiedli się wygodnie na niewygodnych stołeczkach przed restauracją "Słoneczna" i czekali, aż ktoś ruszy i pójdzie kupić piwo. Początkowo nikt się nie ruszał, a główny zainteresowany, czyli Nosiu udawał, że grzebie przy liczniku. W końcu, gdy doszedł do wniosku, że nie ma odwrotu od postawienia zniknął w czeluściach "Słonecznej".

Po chwili wyszedł dzierżąc w rękach 3 butelki piwa. Początkowo Michał z Rochem uznali, że to ktoś bardzo podobny do Nosia, ale w końcu doszli do wniosku, że kieszeniowy wąż Nosia został w domu. Piwo smakowało bardzo, nie dlatego, że ktoś postawił, ale dlatego, że kupione zostało za skromny żołnierski żołd. Po wypiciu pierwszej kolejki Nosiu ponownie zniknął w "Słonecznej".

Chwilę później wyszedł trzymając w ręku kolejną porcję piwa. Michał przetarł okulary, Roch przesiadł się w zacienione miejsce, ale to nic nie pomogło. Nosiu postawił drugą kolejkę. Zszokowani wypili piwo i wrócili do Tarnowskich Gór.

Po drodze wszystkich ogarnął mały głód, który został zabity hamburgerami "spod Dworca". Później już tylko pozostały do odwiedzenia Dolomity i Sucha Góra, na której został spożyty napój wysoce energetyzujący w dodatku strasznie musujący. Do tego stopnia musujący, że Roch musiał "na stronę".

Nadszedł czas powrotu do domu. Słońce chowało się za horyzontem, temperatura obniżała się razem z chowającym się słońcem. Jednym słowem zrobiło się zimno. Podczas powrotu co rusz pojawiał się patrol Policji, który nie wróżył niczego dobrego. Szybki teleport i wszyscy byli pod domem.

Na koniec zbiorowe zdjęcie na polance:

Roch pozdrawia Michała i Nosia i pozostałych Czytelników.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza